Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania 9788383250731

107 79 45MB

Polish Pages [184] Year 2023

Report DMCA / Copyright

DOWNLOAD FILE

Polecaj historie

Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania
 9788383250731

Citation preview

czyli szaleństwo czytania

s ło w o /o b ra z teryto ria

Bibliofollia

I I I

II

III I i .

I

u

>111111 III I i111

Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

Alberto Castoldi

BIBLIOFOLLIA CZYLI SZALEŃSTWO CZYTANIA

przełożyła Joanna Ugniewska

słow./obraz terytoria

111 •. I I III 1111 I I I

Żałobny smutek pisma In angulo, cum libello Si hortum cum bibliotheca habes, nihil deerit Nullus est liber tam malus, qui non ex aliqua parte prosit

When I have nothing else to do, I read Charlic Brown

Mallarme uważał, że intelektualiście, a szczególnie poecie, pozostaje już tylko jedno: wykuć własne nazwisko na płycie nagrobnej, w akcie celebracji żałoby, która rozpoczęła się wraz z pismem (za sprawą jego statusu, nieuchronnie czyniącego je pośmiertnym), a następnie odwołać się - jak sądził w swoim stylu - do „bezsensownej zabawy w pisanie”. Intelektualista odkrywa, że zawsze był mieszkańcem cmentarza, cmen­ tarza literatury, lecz zarazem strażnikiem tego martwego świata, a zatem doświadcza kondycji granicznej: zawieszony pomiędzy życiem a śmier­ cią, wampirycznie żywi się martwym pismem i przywraca je do życia, czyniąc własnym, chociaż wie, że operacja ta przeniesie go nieuchronnie w strefę śmierci. Odebrać pismo nieobecności, przyczynić się do jego narodzenia, oznacza - zupełnie tak samo, jak dla istot żywych - wydać je śmierci, skazać ponownie na nieobecność; intelektualista jest pośred­ nikiem między tymi dwiema nieobecnościami. Pismo jednak — co niepokoiło już Platona — choćby pośmiertne, ma moc oddziaływania (literatura, testament, dekret), również wtedy, gdy nadawca

jest nieobecny; zawiera w sobie rodzaj energii, autonomicznej woli, obja­ wiającej się właśnie za sprawą owej pierwotnej nieobecności. Stąd wielość

znaczeń, jakie może przybrać, i skutków, jakie może wywołać. Już w Anthologia graeca - jak przypomina Curtius w swoim słynnym dziele Literatura europejska i łacińskie średniowiecze — pismo i książka pozostają w centrum całej serii literackich przedsięwzięć, mających na celu ich metaforyczną tematyzację: epigramy na glinianych tabliczkach, na pokry­ wającym je wosku, pisane gęsim piórem, ostrzegały przed zagrożeniami, jakie niesie ze sobą książka. Zycie porównywane było do rozwijającego się zwoju; Apokalipsa głosi zresztą, że „Niebo zostało usunięte jak księga, którą się zwija”. W średniowieczu męczeństwo świętego Kasjana, nauczyciela szkolnego, przejawia się całkiem niemetaforycznie w agresji jego uczniów, którzy roztrzaskują mu tabliczki na głowie i kłują go czubkami rylców. Arrigo da Settimello porównuje ludzką twarz do księgi: „Twarz jest księgą i stronicą rzeczywistości wewnętrznej” (Internique status liber est etpagina vultuś). A także: „Niech niebem będzie stronica, niech gałęzie ją zapisują, a fala / niech będzie inkaustem; nie zdołają opisać mojego cierpienia” (Pagina sit celum, sinifrondes scriba, / sit unda incaustrum; mała non nostra referre queant). Temat powracać będzie u Szekspira: „Wczytaj się w księgę jego twarzy młodej, / w którą wpisana jest piórem urody ł zapowiedź szczęścia; dostrzeż w każdym rysie / harmonię, której zaznasz przy Parysie1 — czytamy w tragedii Romeo i Julia. Hildebert zaś porównuje serce do księgi, posłu­ gując się znanymi przykładami: „W księdze serca przeczytaj wszystko, co masz tam brudnego, / nigdzie indziej tego nie przeczytasz” (In libro cordis lege quicquidhabes ibisordis; /Non legis hoc alibi tam bene sicut ibi). Dante

w Pieśniarzu (Rirne) mówi o „księdze umysłu” i „księdze pamięci”. Hugues de Fouilloy - o „księdze rozumu”; Bernard Silvestris - o „tekście czasu” (obraz ten powtórzy sugestywnie Gottfried Keller: „Jest białym pergaminem ł czas, i każdy na nim zapisuje / swoją czerwoną krwią, dopóki nurt go1

1 William Shakcspcarc, Romeo i Julia, w: tegoż, Tragedie i kroniki, przcl. S. Barańczak, Znak, Kraków

2013, s. 32.

6

nie porwie”). Bonawentura wspomina o „wewnętrznej księdze”; Mikołaj z Kuzy - o umyśle jako „księdze intelektu”. Później pojawi się „księga świat”: w XVI wieku w Hiszpanii Luis de Granada postrzega stworzenia występujące w „cudownej księdze wszechświata” jako „żywe litery” (letras vivaś). Metafora ta miała odnieść potem wiełki sukces — John Owen twierdzi: „Ta księga jest światem”; dla Francisa Quarlesa w Emblems (1635) „Świat

jest księgą in folio, w całości wydrukowaną, / zawierającą wielkie dzieła Boga wypisane dużymi literami”. Podobnie Donnę, Milton, Vaughan, Herbert, Crashaw. We Francji Kartezjusz pisać będzie o „wielkiej księdze świata” (le grand livre du monde}\ Diderot przyzna, że swoją prawdziwie istotną wiedzę zaczerpnął z „księgi świata”; Rousseau za pośrednictwem Lorda Edwarda zachęcać będzie Wolmara w Nowej Heloizie do czytania w „księdze natury”; u Goethego zaś będziemy mieć „żywą księgę”, tak drogą Sturm und Drang\ „patrz, żywą księgą jest Natura, / nigdy nierozumianą, lecz dającą się zrozumieć”. Właśnie ze względu na swój poznawczy charakter pismo odgrywa rolę zadziwiająco wam pi ryzującą, budzącą przerażenie na przykład u Senancoura, kiedy w młodzieńczej powieści Oberman (1804) zdaje on sobie sprawę z para­ doksu tekstu, który gdy rośnie i dodaje, zarazem odejmuje i maleje. Im dłużej mamy kontakt z tekstami, tym bardziej obciążają one nasze doświadczenie, dostarczając sztucznej wiedzy i wrażeń mających uwarunkować naszą przy­ szłość; dowiemy się wszystkiego, zanim jeszcze czegokolwiek doświadczymy, a im więcej się dowiemy, rym mniej zdołamy samodzielnie doświadczyć, bezapelacyjnie skazani na nieautentyczność. Również Julian Sorel, Stendhalowski bohater Czerwonego i czarnego, będący z pozoru uosobieniem autentyczności, albo raczej jej poszuki­ wania, w sensie duchowym jest ofiarą modelowego tekstu, Memoriału ze św. Heleny, biografii Napoleona; w końcu jednak zrezygnuje z bycia sobą, nawet w ostatniej chwili życia, kiedy to, skazany na śmierć, będzie recytował w samotności wersy tragedii Rotrou, Venceslas, w której bohater musi stawić czoło kaźni - literatura raz jeszcze wyprzedza życie i nadaje mu formę.

Jules Valles w Les victime$ du livre przypisuje książkom brak autentycz­ ności, na który jesteśmy nieuchronnie skazani: Żadna z naszych emocji nie jest autentyczna. Radość, cierpienie, miłość czy zemsta, nasz śmiech i szlochanie, nasze namiętności i zbrodnie, wszystko jest skopiowane, wszystko! Na tym polega Książka. Atrament pływa po tym morzu krwi i łez.

Czasami bywa to wesołe, a czasami smutne. Ale pośrednikami są ruiny, kwiaty,

zmarnowane życie, sprowokowana śmierć, Książka, zawsze Książka! (...]. Kurtyzana czyta Manon Lescaut, Leonie Chereau naśladuje Damę kamelioiuąy

Angelina Lcmoine zagłębia się w Marion Delorme i również Madame Lafargue ma za sobą odpowiednie lektury! Wszystkie kobiety, które usiłowały otruć męża,

które wrzuciły dziecko w płomienie, wszystkie, bez wyjątku, były ofiarami Książki! Podobnie każdy morderca w surducie i każdy samobójca w roboczym fartuchu — wszyscy są ofiarami Książki!2

Pismo może odjąć lub dodać egzystencji, może przeszkodzić zdobywaniu doświadczeń, może też zintensyfikować je tak dalece, że zaburzy jednost­ kową tożsamość. To jest przypadek Don Kichota, paradygmatu wszelkiego literackiego szaleństwa. Historia rodzi się w bibliotece, to książki nadają formę egzystencji: romanse rycerskie czynią z Alonsa Quixana błędnego rycerza, Don Kichota, a z wiejskiej dziewczyny - Dulcyneę z Toboso, ze szkapy - rumaka mogącego brać udział w bitwie, Rosynanta. Abbe Bordelon w XVIII wieku pisze w ironicznej konwencji Histoire des imaginations de Monsieur Oufle (1787), gdzie lektura powieści fantastycznych skłania bohatera do wiary w najrozmaitsze zabobony oraz istoty pozaziemskie: „Doświadczenie uczy nas - pisze Bordelon - że ci, którzy mają zwyczaj czytać książki będące wytworem wyobraźni, w większości sami przemieniają się w końcu i nieuchronnie w wizjonerów”. Tak więc Monsieur Oufle, w miarę jak zagłębia się w swoje lektury, przemienia się w wilkołaka, maga zajętego odgadywaniem przyszłości, poszukiwacza kamienia filozoficznego,

1 Jules Vall«, Les idaimes du liure, Rumcur des Agcs, La Rochcllc 1993, s. 5, 29-30.

ofiarę duchów etc. Rousseau uważa taki skutek za rzecz całkiem naturalną, skoro mamy do czynienia z powieściami, i wypowiada się kategorycznie na temat ich szkodliwości: Mało czytać i dużo myśleć o książkach, czy też, co na jedno wychodzi, dużo o nich wspólnie rozprawiać — oto sposób właściwego ich przyswojenia. Myślę, że gdy

nawyk refleksji da nam łatwość pojmowania, lepiej zrobimy znajdując samodzielnie prawdy, które by można przykroić do naszej miary i wziąć na własność. Przyjmując

je natomiast od innych, najwięcej przyswajamy je sobie w obcej nam postaci3.

Innym razem wpływ lektur okazuje się jeszcze bardziej dramatyczny, jak w wypadku Histoire cTune Grecque moderne (1740) księdza Prevosta, gdzie lektury narzucone młodej Theophe przez jej dobroczyńcę, który uwolnił ją z opresji — dzieła o charakterze moralnym, jakEssaisde moraleNicole’a — nie pozwalają dziewczynie go pokochać i na próżno będzie on usiłował zmienić wzorce, proponując utwory, w których mowa jest o narodzinach namięt­ ności: „Nie dawałem jej książek rozpustnych, lecz dobre powieści, wiersze, sztuki teatralne, a także książki mówiące o moralności, których autorami byli wartościowi pisarze rozprawiający o pragnieniach serca i obyczajach społecznych; sądziłem bowiem, iż sprawią, że Theophe powróci do mniej drastycznych zasad”4. Brak wzajemności — właśnie z powodu proponowanych książek — prowadzi do somaryzacji cierpienia u bohatera, który zaczyna chorować, powodując tym samym chorobę i śmierć Theophe. Nie będzie to jednak wyjątek, lecz jeden z niezliczonych możliwych przykładów, szczególnie po wielkiej „epidemii lektury”, atakującej głównie europejskie czytelniczki, począwszy od drugiej połowy XVIII stulecia. W 1796 roku Johann Rudolf Gottlieb, kapłan w Erftircie, tak opisywał jej symptomy: Czytelnicy i czytelniczki, którzy wstają i kładą się spać z książką w ręce, siadają z nią do stołu, trzymają ją obok siebie w miejscu pracy, zabierają ze sobą, gdy udają się na

* Jan Jakub Rousseau. Nowa Heloiza, przcł. E. Rzadkowska, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wro­

cław-Warszawa—Kraków 1962, s. 30.

4 Abbe Prćvos(, Histoire d'une Grecque moderne, UGE, Paris 1995, s. 175.

9

spacer, i nic potrafią się oderwać od raz rozpoczętej lektury, dopóki jej nie skończą. Nic przełknęli jeszcze ostatniej strony jednej książki, a już rozglądają się zachłannie,

gdzie można by zdobyć następną; i jeśli na toaletce, na pulpicie lub gdziekolwiek indziej dojrzą jakiś egzemplarz, który ma związek z ich zainteresowaniami albo wyda im się godny przeczytania, chwytają go i pożerają w ataku czegoś w rodzaju bulimii5.

Rewolucja wczytaniu, następująca pod koniec XVIII wieku, niesie ze sobą anarchię w podejściu do książek, która musi budzić niepokój — na przykład w 1799 roku w Hanowerze towarzystwa czytelnicze trafiają pod nadzór policji: „Bałagan, brak zasad, zdrady i wszelkiego rodzaju zło pojawia się w niektórych rodzinach, kiedy licealiście pozwoli się czytać swobodnie i tanim kosztem Portier des Chartreux, dziewczynie w wieku niekwalifikującym jej do zamążpójścia - Sofę i Ecumoire, młodej żonie - Niebezpieczne związki etc.”6. Stendhal z kolei mógł twierdzić, że kobieca publiczność przemieniła się już w zagorzałe czytelniczki powieści, zmieniając tym samym radykalnie obowiązującą dotąd perspektywę: „Nie ma na prowincji kobiet, które nie czytałyby pięciu lub sześciu tomów miesięcznie; wiele z nich czyta piętna­ ście lub dwadzieścia; i nie ma tak małego miasta, które nie dysponowałoby dwiema albo trzema czytelniami”7. Zjawisko to znajdzie swą kodyfikację w dramatycznym finale senty­ mentalnych perypetii, jakie staną się udziałem Emmy Bovary, najlepszego przykładu zgubnego wpływu literatury, owej literatury poruszającej temat zdrady małżeńskiej i mającej za bohaterki Annę Kareninę i Effi Briest. Jej edukacją zajmują się początkowo zakonnice: „Zamiast słuchać mszy, przeglądała w książeczce pobożne obrazki z błękitną obwódką, szczególnym uczuciem darząc chorą owieczkę, Przenajświętsze Serce przebite ostrymi

Cyt. za: Cugliclmo Cavallo, Roger Chartier (a cura di). Storia delta lettura net mondo occidentale, Laicrza,

Roma-Bari 1998, s. 338.

* Tamże, $. 368.

’ Tamże, $. 378.

10

strzałami i biednego Jezusa upadającego pod krzyżem [...]. Powtarzane w kazaniach słowa: oblubieniec, małżonek, wybranek niebieski, miłość wieczna, budziły w głębi jej duszy niespodziewaną słodycz”*.Wraz z upły­ wem czasu lektura powieści ukształtuje wyobraźnię dziewczyny i skażę ją na gorączkowe oczekiwanie, sprawiając, że w nędznej powierzchowności pana Bovary dostrzeże ona wymarzonego księcia z bajki: Później, czytając Waltera Scotta, pokochała przeszłość, marzyła o sepetach, kor­

degardach, minstrelach. Chciałaby mieszkać w starym zamczysku jak kasztelanki o przedłużonych stanikach, co z łokciem na kamieniu i podbródkiem podpartym

dłonią spędzały całe dnie w ostro łukowych oknach, wypatrując wśród pól jeźdźca

z białym piórem, pędzącego na czarnym koniu. Żywiła wówczas kult dla Marii

Stuart i żarliwie wielbiła kobiety sławne i nieszczęśliwe. Joanna d’Arc, Heloiza, Agnieszka Sorel, Piękna Ferroniere i KJemcncja Isaurc niczym komety rozjaśniały jej ciemne otchłanie historii, gdzie pobłyskiwało jeszcze tu i tam parę ogników,

bezładnie rozrzuconych w mroku: Ludwik Święty pod dębem, Bayard walczący ze śmiercią, jakieś okrucieństwa Ludwika XI, coś z nocy Świętego Bartłomieja,

pióropusz Bearncńczyka i niezatarte wspomnienie malowanych talerzy głoszących

chwałę Ludwika XIV8 9.

Stąd absolutny zakaz czytania książek jakiegokolwiek rodzaju, wydany przez spowiednika pani Gervaisais: „Nie zezwolił już jej na książki religijne, książki o szerokim oddechu i rozległych horyzontach, książki, które przemó­ wiły niegdyś do pani Gervaisais [...]. Odebrał jej mistrzów życia duchowego, by jeszcze bardziej wzmóc w niej głód, by jeszcze bardziej ją zubożyć i uczy­ nić bardziej bolesnymi wyrzeczenia, pozbawił ją nawet lektury najbardziej pobożnych książek, jakie tylko istnieją”10. Gide wygłosi później pochwałę samounicestwienia, jakie wybierze bohaterka Ciasnej bramy. Proces ascezy, który rozpoczyna Alissa, obejmuje serię coraz poważniejszych wyrzeczeń,

8 Gustave Flaubert, Pani Bouary, przcł. R. Engclking, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 38.

’ Tamże, s. 40. 10 Edmond dc Goncourt, Madame Gervai$ais, Lacroix, Paris 1869, s. 283.

||

zanim zrezygnuje ona między innymi z ukochanego, porzuci muzykę i lekturę właśnie jako źródła przyjemności; najbardziej stymulujące teksty, Malebranche, Leibniz, Shelley, Keats, Baudelaire zostaną porzuceni na rzecz wytężonego zajmowania się szyciem: „Powiedziała zaraz, że żadna praca nie sprawia jej większej przyjemności, że od dłuższego czasu nie zajmuje się niczym innym, więc tylko w tym ma wprawę”11. Niebezpieczeństwo bierze się z przyjemności tekstu, swoistego narkotyku, z którego rezygnacja jest wprawdzie bolesna, ale przyjemność pochodząca z bólu spowodowa­ nego wyrzeczeniem staje się jeszcze bardziej intensywna i prowadzi do

całkowitej narcystycznej regresji. Warto jednak zasygnalizować również terapeutyczną funkcję lektury, tak jak pojmuje ją Diderot w wypadku własnej żony, Nanette, przesadnie uprzedzonej w stosunku do książek i ich frywolności. „Zostałem jej Lektorem” - pisze do córki 28 lipca 1781 roku. „Zarządziłem trzy szczypty Idziego Blasa — rano, po obiedzie i wieczorem. Gdy skończymy Idziego Blasa, przejdziemy do Diabła kulawego, Kawalera z Salamanki i innych wesołych powiastek w tym stylu. Po kilku latach i paru setkach takich lektur będzie uleczona”11 12.

11 Andre Gidc, Ciasna brama, przcł. J. German, Czytelnik. Warszawa 1958, s. 138. " Cyt. za: Albeno Manguel, Moja historia czytania, przcł. H. Jankowska. Muza. Warszawa 2003, s. 177.

Pisarz zabójca Istnieje pewna agresja popędowa pisma, która oddziałuje na czytelnika, wywołując rozmaite reakcje, z obłędem i śmiercią włącznie, lecz — jak widzie­ liśmy - istnieje również agresja popędowa pisarza, która obraca się przeciwko jego postaciom, czyniąc z nich prawdziwe ofiary. Autor, mając możliwość kierowania losami bohaterów, kolejno ocala ich lub skazuje na śmierć, a także zadaje im cierpienia, tortury lub przyprawia o najrozmaitsze choroby, odkry­ wając w sobie tożsamość seryjnego mordercy. Hektor, toczący pojedynek z Achillesem, powiada: „Ach [...] już boskiego nie ujdę wyroku!”, ale to Homer decyduje o jego śmierci i cieszy się ze zbezczeszczenia jego zwłok: Rzeki [Achilles] i pastwił się nad nim w niegodnym sposobie:

Ostrym żelazem nogi podziurawił obie 1 do wozu swojego przywiązał powrozem.

Głowa wybladła leży na ziemi za wozem.1

Tak rozpoczyna się nieznająca końca sekwencja autorskich zabójstw, budzących w twórcach mniejszą lub większą satysfakcję; znajdują one swoją rację bytu jedynie w mechanizmach narracji, sadyzm pisarza zaś podpowiada sposób, w jaki zostaną dokonane, i z pewnością jego okrucieństwo często nie ma wiele do pozazdroszczenia okrucieństwu najbardziej brutalnych1

1 Homer, Iliada, w. tegoż. Dzieła, przcł. EK. Dmochowski, PIW, Warszawa 1990, s. 462.

II

przestępców, szczególnie w XIX wieku, kiedy literatura wydajc się ulegać szaleństwu wszechwładzy. De Sade skazuje Juliettę, bohaterkę powieści pod tym samym tytułem, na niekończące się udręki, a potem ją zabija za pomocą pioruna właśnie wtedy, kiedy mogłaby wreszcie cieszyć się spokojem i zamożnością, które tymczasem przypadną w udziale rzekomo skruszonej złej siostrze. Jeżeli jednak takie rozwiązanie jest jawnie prowokacyjne, to nie mniej szokująca jest konkluzja, którą proponuje Dickens, by zakończyć pełną cierpień egzystencję Nelly w Magazynie osobliwości, gdzie udręki całego życia ulegają sublimacji w długiej i budującej agonii: Umarła. Nie ma snu tak pięknego i spokojnego, wolnego od wszelkich śladów zgryzoty, tak wdzięcznego dla oka. Wyglądała jak stworzenie, co wyszło wprost spod

ręki Bożej i czeka tylko na tchnienie życia, a nie jest jak człowiek, co żył i przeszedł

śmierć. Łóżeczko jej przystrajały czerwone jagody i zielone liście zerwane w jej ulubionym zakątku. „Kiedy umrę, połóżcie przy mnie coś, co kochało światło i co

zawsze miało niebo nad sobą”. Takie były jej słowa

Gdzie się podziały ślady jej

wczesnych trosk, cierpień, zmagań? Zniknęły. Smutki umarły w niej doprawdy, lecz

zrodził się spokój i pełne szczęście, które rysowało się w niewzruszonej piękności i wyrazie głębokiego spoczynku2.

Balzac, przeciwnie, po długiej historii uwznioślonych przygód z satysfakcją

unicestwia bohaterkę Lilii w dolinie, Henriettę, która popada w niekontro­ lowane szaleństwo: „Nasza ukochana chora umiera dosłownie z pragnienia i głodu” — mówi ksiądz Birotteau. „Od rana nęka ją gorączkowe podnie­ cenie, zwykły zwiastun tej strasznej śmierci — nie mogę taić przed panem, jak bardzo hrabina żałuje, że opuszcza ten świat. Krzyk jej zbuntowanego ciała gaśnie w moim sercu, gdzie rani echa jeszcze zbyt czułe”3. W obecno-

•’ Charles Dickens. Magazyn osobliwości, przcł. /\. Przedpcłska-Trzcciakowska, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 660. ' Honorć dc Balzac, Lilia w dolinie, w: tegoż, Lilia w dolinie. Proboszcz wiejski, przcł. J. Rogoziński. Czytelnik, Warszawa 1963, s. 238.

15

ści młodego Feliksa hrabina przyznaje się wreszcie sobie samej do własnej namiętności: „Moją agonią było nie widzieć ciebie”. I dodaje: „Bardzo trzeba się nacierpieć przed śmiercią”4. W przeciwieństwie do Ariosta, który kocha - w sensie, jaki nadaj e temu Croce - wszystkie swoje postaci jako własne potomstwo, Flaubert, cynicz­ nie, nienawidzi ich wszystkich jednakowo, z wyjątkiem pani Bovary, której nie cierpi jeszcze bardziej i której wyznacza szczególnie okrutny koniec, opisany z satysfakcją nieszczędzącą bogactwa szczegółów: Wnet jęła wymiotować krwią. Mocniej ścisnęła wargi. Członki się podkurczyły, ciało pokryły brunatne plamy, nitkowate tętno uciekało spod palców jak struna

harfy, co pęka [...]. Emma, z opuszczonym na piersi podbródkiem, rozwarła szeroko

powieki; jej biedne ręce ściągały pościel strasznym, bezsilnym gestem konających, co jakby próbują się nakryć śmiertelnym prześcieradłem.

(...)

Emma leżała z głową przechyloną na prawe ramię. Kąt półotwartych ust czarną dziurą ział u dołu twarzy; przykurczone kciuki skryły się w dłoniach; rzęsy przyprószył biały pył, a oczy jęła pokrywać lepka biel drobnej siateczki jakby utkanej przez pająki5.

Chęć zabijania na tym się nie kończy, wkrótce umiera też Karol Bovary, nawet nie zdając sobie z tego sprawy („Był martwy”), sekcja zwłok niczego nie wykrywa („Otworzył go [doktor] i niczego nie znalazł”); majątek przepada, babka młodej panny Bovary, której powierzona została opieka nad dziewczyną, umiera w ciągu tego samego roku - i wreszcie pragnienie okrucieństwa, jakie żywi autor, zostaje zaspokojone. Nie mniej bezlitosny okazuje się Tołstoj w stosunku do Anny Kareniny: nie tylko postanawia ją zabić, spychając ją pod pociąg, lecz także teatralizuje śmierć i przedłuża sztucznie jej trwanie za sprawą oczekiwania, wahań i ostatecznej decyzji: „Miała zamiar rzucić się pod pierwszy pociąg, gdy jego środek się z nią zrówna, ale czerwona torebka, której nie zdążyła w porę

* Tamże, s. 241 i 242. 5

16

Gu$tavc Flaubert, dz. cyt., s. 307, 311,318.

zdjąć z ręki, zatrzymała ją, i było już za późno: środek tymczasem ją minął. Należało czekać na następny”6. Tołstoj mógłby jeszcze wyperswadować jej samobójstwo — i rzeczywiście, zezwala na przywołanie szczęśliwych chwil z dzieciństwa - potem jednak przystępuje do dzieła: Nic traciła jednak z oczu kół zbliżającego się drugiego wagonu. I dokładnie w tej

sekundzie, gdy środek przestrzeni leżącej pomiędzy osiami kół z nią się zrównał, odrzuciła czerwoną torebkę i wtuliwszy głowę w ramiona padła pod wagon na ręce,

po czym lekkim ruchem, jakby zaraz miała powstać z ziemi, uklękła. W tej samej

chwili przeraziła się tego, co zrobiła. — Gdzie ja jestem? Co ja robię? Po co?

Chciała się podnieść, uskoczyć w bok; lecz coś olbrzymiego, nieubłaganego pchnęło ją w głowę i powlokło za plecy7.

Ale i to mu nie wystarcza, każę bowiem przeżywać swojej ofierze w ostat­ nim momencie życia cały dramat jej egzystencji: „I świeca, przy blasku której czytała księgę pełną niepokoju, fałszu, niedoli i zła, wybuchła jaskrawszym niż kiedykolwiek światłem, oświeciła przed nią wszystko, co dotąd leżało w cieniu, zaskwierczała i poczęła się zmierzchać, aż na wieki zgasła”8. Aby męska inicjacja mogła się dokonać, mieszczańska tradycja przejawia się w nieustannej rzezi kobiet, lecz to raz jeszcze Tołstojowi zawdzięczamy najokrutniejsze opowiadanie o agonii, tym razem zarezerwowanej dla jego męskiego bohatera, urzędnika Iwana Iljicza: W ciągu tych trzech dni - kiedy czas dla niego nie istniał - szarpał się w tym czarnym

worku, do którego pchała go niewidzialna, nieprzeparta siła. Szarpał się, jak szarpie

się w rękach kata skazany na śmierć, widząc, że nic nie może go ocalić, i z każdą chwilą czuł, że mimo cały wysiłek walki, coraz bliżej, coraz bliżej przesuwał się do

tego, co go przerażało. Czuł, że choć męczarnia jego polega na tym, że niknie w tej

czarnej dziurze, ale że jeszcze większa męka w tym, że wleźć do niej nie może [...].

6 Lew Tołstoj, Anna Karenina, przcl. K. Iłłakowiczówna, t. II, PIW, Warszawa 1960, s. 443. 7 Tamże. 8 Tamże.

17

Nagle jakaś siła uderzyła go w piersi, w bok, jeszcze bardziej zdławiła mu oddech, wpadł wreszcie w tę dziurę i tam na końcu dziury zabłysło coś9.

Z drugiej strony taka zawziętość w dręczeniu stworzonych przez siebie istot, będąca jednym z najbardziej niepokojących aspektów tych utworów, nie oznacza koniecznie szczególnej nienawiści żywionej przez pisarza wobec swoich postaci, przeciwnie, czasami może się zrodzić z żywej sympatii, jak notuje Thomas Mann w związku z Don Kichotem Cervantesa: „Cięgi spadają na niego ustawicznie, prawie tak często, jak na Lucjusza zamie­ nionego w osła. A jednak autor kocha go i czci. Czy to całe okrucieństwo nie jest przypadkiem umartwianiem się, szyderstwem z samego siebie, samobiczowaniem?”10. Szczególnym przypadkiem zawziętości w dręczeniu swej ofiary przez fikcyjnego narratora jest bodaj ten wymyślony przez Pierrea Louysa, a doty­ czy postaci Balzaca, powieściopisarza całkowicie pochłoniętego własną twórczością. W opowiadaniu La fausse Esther, którego punktem wyjścia jest katalog antykwariusza, narrator pragnie nabyć rękopis opisany następująco: „Fragment d’un journal intime (1836-1839), par Mile Esther Van Gobseck, philosophe neerlandaise”. Intrygujące jest w tym odwołanie do Estery — jasne dla wykształconego czytelnika - postaci Balzaca noszącej to samo imię. Frag­ ment dziennika młodej uczonej, studiującej Fichtego, zaczyna się 28 marca 1839 roku, kiedy pewnego ranka budzi ją przyjaciółka z wiadomością, że Balzac napisał o niej powieść (Drętwę, pierwszą część Blasków i nędz życia kurtyzany), przedstawiając ją jako unefilieperdue. Postanawia więc osobiście powiedzieć Balzacowi, co o tym myśli, i wybiera się do Paryża. Spotkanie z pisarzem należy do najbardziej traumatyzujących, gdyż Balzac z miejsca atakuje dziewczynę, nie pozwalając jej odgrywać roli

' Tenże, śmierć Iwana Iljicza, w: Tołstoj, Czechow, Bunin, Trzy opowiełct, przeł. J. Iwaszkiewicz, Czytelnik, Warszawa 1975. s. 101-102. Thomas Mann, Podróż przez ocean z „Don Kichotem”, przeł. M. Żurowski, w: tegoż, Dostojewski —

z umiarem i inne eseje, tłumacze różni, Muza, Warszawa 2000, s. 29-30.

18

pokrzywdzonej: „Kto panią upoważnił do nazywania się Esther Gobseck?”. W reakcji na protesty swojej rozmówczyni, pokazującej mu swój paszport, Balzac od razu zdaje sobie sprawę z niewiarygodnego pomieszania rzeczywi­ stości i wyobraźni, żąda więc od oniemiałej Esther wskazówek co do ume­ blowania jej sypialni, aby móc uzupełnić powieść. Na próżno dziewczyna próbuje się uwolnić od agresywnej wyobraźni pisarza, wieszczącego jej wręcz śmierć na podstawie tego, co sam przewidział dla niej w powieści: „Połknie pani czarną perłę zawierającą jawajską truciznę i umrze pani natychmiast. Taki los pani przeznaczyłem”. Na pytanie Esther: „Skąd może pan to wie­ dzieć?”, zirytowany Balzac odpowiada: „Cóż za głupie pytanie! Przecież to ja panią stworzyłem!”. W osłupieniu i zamęcie dziewczyna godzi się na los wyznaczony jej przez pisarza i błąka w poszukiwaniu trucizny — w tym

miejscu dziennik się urywa. Autor jednak nie ogranicza się do zabijania własnych postaci, zabija rów­ nież swoje teksty, skazując je na zapomnienie, wyrzekając się ich. Flaubert włącza do swojego Le sottisier następującą anegdotę: „Lope de Vega wyznał Camusowi, biskupowi Belley, że nie rozumie sonetu, który sam napisał”. Z drugiej strony Valery będzie mógł twierdzić, że „Prawdziwy poeta nie zna dokładnie sensu tego, co miał szczęście stworzyć”. Siedemdziesięcioletni Ralph Waldo Emerson, więzień swojego gabinetu, nie pamięta już nawet napisanych przez siebie utworów i czyta je zaskoczony. „Daję słowo — powiadał do córki — te szkice są doprawdy znakomite”.

I 11

I I III I II I I I i

Książki nigdy nienarodzone Najrozmaitsze przypadki (choroba, s'mierć, nowe pasje, namiętności i roz­ czarowania, lecz także praca wyobraźni) sprawiają, że wiele dzieł pojawiło się jedynie po to, by zaświadczyć nam o własnej nieobecności. Gdzie natrafić na Liure des figures hieroglifiques* do której zaglądał Nicolas Flamel, jak dotrzeć do książek, które według Rabelais’go znajdowały się w księgarni Świętego Wiktora {Kobzaprałatów* Groch ze słoniną cum commento* Kolaczyk odpustów* Całujzadek chirurgów'}, książek z „drugiej biblioteki” Antona Francesca Doniego {La Ranocchia disperata, per amore e Grillo amoroso in succhio}, Baldassare Olimpa {Kamor santo delle monache)* Bartolomea Gottifrediego {Linguaggio del lupo)* Dina Neroniego {Trattato di Buffoni Pizzicore BufFoniego) lub jeszcze tych z „ekstrawaganckiej biblioteki”, odwiedzanej przez Francesca Fulvia Frugoniego {Callia spiumato, cioe ił femminiere impooerito. Poemetto lirico di Cigno cinico* II Panfago. Opera geometrica della figura del ventre pieno* Notomia del cappone d’alta grassa eon la disputa* non ancor affatto decisa* intorno alla pelle e polpa di esso\ De brodiorum non alteratorum usu et conuenientia, cum reguła sorbendi absque attractione venti et oentositatis regurgitantia\ Los cuernos son como los dientes\ Come se han da coęer las patatas)* czy może wręcz książek z biblioteki Madame de Montpensier?

1 Franęois Rabelais. Giirgantuti i Piintagruel, przcl. T. Żeleński (Boy). S.A. Krzyżanowski, t. II. Kraków.

E. Wendc, Warszawa 1915. rozdz. VII, s. 38-42.

Gdzie znaleźć Le livre du destiłiy przywołaną w Cymbalum mundi przez Bonaventurę des Periers? Jak przeczytać tekst Cornelia Cornante de Corneti, Pana Kornwalii: Cornologia de utilitate cornorum, albo De modo mingendi e d’utilitate e commoditate cacandi Bertolda Busoirespa, cytowane przez Vincenza Belanda, zwanego Sycylijskim Cataldo (1588)? Gdzie znaleźć Ars honestae crepitandi in societate, figurującą w Catalogus catalogorumperpetuo durabilis Johanna Fischarta? Czy Le berger extravaganty który - według Charles a Sorela - Francion rzekomo miał zamiar napisać, to ten sam, który ogłosił właśnie Charles Sorel? Jak poznać Fables des Abeilles, cytowane przez Tyssota de Patot w zakończeniu jego Voyages et aoentures de]acques Masse (1710) - bajek tych nie należy mylić z dziełem Bernarda de Mandeville’a albo jak znaleźć Le voyage de Tanien sur la terre, cytowaną przez Holberga w zakończeniu jego Voyage souterrain de Nils Klim (1741), lub jeszcze trak­ tat o fermentacji krwi według Merkurego, zamykający Relation du monde de Mercure pióra Chevaliera de Bethune’a, oraz Gonopsychanthropologię Fortunia Licetiego, przywołaną przez Laurence’a Sterne’a w Tristramie Shandynił Gdzie znaleźć szczególne teksty, figurujące jedynie w postaci malunków w bibliotece Turgota: Apologie de l’esclavage des negreSy Nouueau systeme sur 1’origine des clocbes, Dissertation sur la propriete de la soupe des CordelierSy Histoire naturelle et morale des araignćes, avec description de leurs amourSy Veritable utilite de la guerre (ta ostatnia pozycja przypisywana była braciom Paris, znanym wówczas dostawcom wyposażenia wojskowego)? Leopardi pisał do Giordaniego: „Czytam, piszę i szkicuję tyle pro­ jektów, że gdybym chciał ukończyć jedynie te, które już nie tylko nakreśliłem, lecz także nadałem im jakiś kształt, wiem, że nie wystarczyłoby mi czterech żywotów” (5 stycznia 1821). I zapowiada Storia di urianima, scritta da Giulio Rioalta, pubblicata dal Conte Giacomo Leopardiy utwór, który wprawdzie rozpoczęty, nie będzie miał dalszego ciągu. Balzac nigdy

nie ujawni nam tekstu Les Amours d’une laidet nie dostarczy też własnej Analyse des corps enseignants, na próżno szukalibyśmy sonetów Stokrotki, zbioru, który Balzac przypisuje Lucjanowi de Rubempre, albo powieści historycznej LArcher de Charles IX. Baudelaire nigdy nie napisze Elegie des

22 **

chapeaux ani Le seduisant eroquemort\ Nerval nigdy nas nie obdarzy Beppo, Cabbate, La margraoe, Letudiant Anselme, Lhomme de nuit, Lettres cabalistiques\ Mallarmć nie stworzy Traite despierresprecieuses. Nie do znalezienia w bibliotekach nauk przyrodniczych będą Wielkie podmorskie głębiny, na które Piotr Aronnax natrafi w bibliotece kapitana Nemo; nic mamy dzieł Pierrea Jalleza, na których temat nawet Jules Romains oświadcza, że nigdy ich nie widział, szkiców zawartych w Le desordre, zbioru poetyckiego Sous les nuages, powieści Laoenue a flanc de colline. Któż nie pragnąłby zwiedzić biblioteki klasztoru Świętego Krzyża na górze Amara w Abisynii, założonej przez królową Saby i zawierającej tomy podarowane jej przez Salomona, gdzie — jak twierdzi Athanasius Kircher w swoim Oedipus aegyptiacus (1652—1655) — można było znaleźć księgi Henocha o czterech żywiołach oraz księgi Abrahama, Hioba, Ezdrasza i samego Salomona? Gdzie szukać Aretina Georga Buchnera, Lhomme avant la Terre et la Terre avant la Genese, Traite de la generation des mots oraz Traite de la telegraphie intercosmique, trzech szkiców Lorda Hotairwella, których fragmenty cytuje Didier de Chousy w Ignis (1883), albo utraco­ nego tekstu La chasse spirituelle Rimbauda? Gdzie znaleźć siedem książek przewidzianych przez Vi 11 iers de 1’Isle-Adama do jego powieści Isis, pozostała z nich bowiem tylko jedna, albo manuskryptów pozostawionych przez poetę Jeffreya Asperna, o których zaświadcza James, pierwszą wersję Idioty Dostojewskiego, zniszczoną tuż po ukończeniu, gdzie Myszkin i Rogożyn najprawdopodobniej stanowili jedną, podwójną osobowość, U libro delle bizzarrie Dossiego, „aukcję sądową przestarzałych idei”, Cent bons liores du journaliste, zaproponowanych przez Marcela Schwoba, między innymi: Les neoroses oibratiles, Les craoates de Stendhal, La degenerescence glaireuse genito-uronaire chez les intellectuels superieurs, La question de la oaseline, Neurasthenie des lys, Programme du grand congres de la race blanche (1. zakaz jakiejkolwiek płatnej pracy dla żółtych, czarnych i Żydów; 2. stopniowa

eliminacja gruźlików za sprawą skazywania ich na zesłanie)? Wielce interesu­ jący byłby odzyskany esej Karola Swanna o Vermeerze, Bergottea o Racinie oraz proboszcza Combray o etymologiach. Troisieme Faust, planowany przez

** 23

Aragona i Bretona, La defence de Tinfini tegoż Aragona i przezeń „skazana na śmierć”; L’invitation au suicide Soupaulta, wydana tylko w dwóch, zaginionych zresztą egzemplarzach; History ofthe Land Called Uqbar Silasa Haslama, cytowana przez Borgesa w Tlón, Uqbar, Orbis Tertius (1940); poematy Randolpha Henry’ego Asha oraz jego listy do Christabel LaMotte, które według Antonii S. Byatt miał przeczytać i studiować młody Roland Mitchell. Bohater Śniegów Kilimandżaro Hemingwaya przypomina sobie

przed śmiercią wszystkie utwory, które chciał napisać i których nigdy nie napisze: „Wiedział, że nie weźmie się już teraz do tych wszystkich tematów, które chował sobie na później, by pisać o nich wtedy dopiero, kiedy będzie umiał naprawdę dobrze pisać”2. W jedynym numerze czasopisma „Hornmes nouveaux” Cendrars twierdził, że już od młodości, czyli od 1912 roku, prze­ konany był, że „literatura żyje dzięki dziełom, które nie są czytane; literat zaś - dzięki niezrealizowanym projektom”. A jego projekty były rozległe niczym cmentarze: La legende de Novogrode, 101 000 kilonietrespour rien, Dix types a poił, Archines de ma tour d’ivoire, La colline des patwres, Les deux poetes sous l'express, Esclave d'un robot, L’homme couoert depunaises, peut-on cabler les gros mots? Blaise Cendrars dans les tomates, La Possession du monde, Mamanternelle, Modigliani etc. Akapit Rolanda Barthesa poświęcony jest Projektom książek, książkom pragnienia, poczynając właśnie od Dziennika Pragnienia, aby przejść następnie do Zdania (Ideologii i erotyki Zdania), Naszej Francji, Amatora, Lingwistyki zastraszania, Niezliczonych fantazma­ tów („opisać swoje fantazmaty - nie marzenia”), Etologii intelektualistów, Homoseksualności i jej dyskursu, Encyklopedii żywności, Żywota sławnych ludzi, Zbioru stereotypów wizualnych, Księgi/Życia/Incydentów. W ostatnich dwóch latach swojego życia planował napisanie tekstu zatytułowanego Vita Nova, powieści o porażce idei powieści, o „nowej praktyce pisania” w ścisłej konfrontacji z plejadą modeli takich, jak Proust, Dante, Rousseau, Michelet, Tołstoj, Chateaubriand, Flaubert, Kafka, Mallarme. Prawdopodobnie

Ernest Hemingway, Śniegi Kilimandżaro, przcł. M. Michałowska, w: tegoż. Śniegi Kilimandżaro i inne

opowiadania, tłumacze różni, PIW, Warszawa 1958, s. 154.

21

chodziło o projekt niemożliwy, tak jak Księga Mallarmćgo, Dzieło Totalne, stanowiące obsesję całego wieku XIX. Michel Foucault u początków tego zjawiska sytuuje szczególny tekst Flauberta, Kuszenie świętego Antoniego: Dlatego też jest prawdopodobnie czymś więcej niż tylko jednym z epizodów zachod­

niej wyobraźni, gdyż otwiera przestrzeń literatury, pochwyconej w sieci tego, co już napisano: jest to księga, w której odgrywa się fikcyjne misterium innych ksiąg [...]. Mniej jest to nowa książka, którą postawić można koło innych, co dzieło kładące się cieniem na książkach już istniejących. Dzieło, które istniejąc już książki przesłania,

a zarazem odkrywa i w tym samym momencie pozwala im zajaśnieć i zniknąć.

Nie jest to tylko książka, o której napisaniu Flaubert marzył latami; jest to też sen

o innych książkach: książkach lśniących i wyśnionych przez innych, wybranych, pokawałkowanych, przemieszczonych, pomieszanych, zagubionych, poprzez sen bliski pragnieniu spełnionemu w roziskrzonej wyobraźni. Kuszenie to z pewnością

pierwsze dzieło literackie, które zajęło miejsce wyłącznie w przestrzeni książek. Dopiero po nim będzie możliwa Księga Mallarmćgo, później Joyce, Roussel, Kafka,

Pound, Borges. Biblioteka nabiera rumieńców1*3.

Mallarme w słynnym liście-aucobiografii skierowanym do Verlaine’a opo­ wiada o życiu złożonym całkowicie na ołtarzu „Księgi”: „książki po prostu w wielu tomach, książki przemyślanej architektury, a nie zbioru przypadko­ wych natchnień, choćby cudownych... Posunąłbym się dalej, powiedziałbym: Księgi, przekonany, że w sumie jest tylko jedna, nieświadomie tworzona przez każdego, kto pisze, nawet przez geniuszy. Orfickie wytłumaczenie Ziemi, które jest jedynym prawdziwym zadaniem poety i literacką grą/w excellence”Ą. Rękopis liczący sobie dwieście stron nie zawiera Księgi, lecz rozproszone zapiski, które stały się powodem rozmaitych interpretacji, na ogół pod znakiem żałobnego smutku Pisma. Wychodząc od zdania Mallarmego: „wszystko na świecie istnieje, by powstała Księga”, widziano w jego

1 Michel Foucault. Biblioteka wyobraźni, przcl. M. P Markowski, w: tegoż, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, tłumacze różni, /Mctheia, Warszawa 1999, s. 101-102.

4 Stćphanc Mallarme, Autobiografia, w: tegoż. Prozy różne, przcl. B. Baran, Aletheia, Warszawa 2019, s. 24.

25

niezrealizowanym projekcie symbol klęski rozumianej jako niemożność: „dzieło jest oczekiwaniem na dzieło” - pisze Marice Blanchot; „Mallarme wie, że nic będzie mógł ukończyć Księgi; przypisuje jednak całej później­ szej literaturze cel będący Niemożnością” - twierdzi Philippe Sollers; dla Jacques’a Derridy książka jest jedynie teoretyczną potencjalnością: „dramat [...] nie wyczerpuje się ani w prezentacji, ani w reprezentacji czegokolwiek ”. W podobnej perspektywie taki rodzaj apokalipsy pisma mógł jedynie zro­ dzić Księgę, która nieustannie mówiłaby o Księdze, nigdy jej nie tworząc, chociaż pierwszy interpretator tego rękopisu, Jacques Scherer, podkreślał, że w wypadku Mallarmego to brak czasu, oprócz rozmiarów przedsięwzięcia, sprawił, iż projekt pozostał nieukończony. Porażce poszukiwania Dzieła Totalnego zdoła może zaradzić w przyszłości Encyclopedia Galactica, obficie cytowana przez Asimova w sto szesnastej edy­ cji, albo - już teraz (gdyby tylko można było do niego zajrzeć) — Necronomi­ con, którego autorem miałby być Howard Phillips Lovecraft, czy raczej Arab Abdul Alhazred, tekst o nadnaturalnej mocy, pozwalający porozumiewać się ze złymi bóstwami. Oryginalny rękopis oprawiony jest w ludzką skórę, a nieliczne istniejące kopie leżą wśród książek zakazanych w niektórych bibliotekach rozrzuconych po świecie, między innymi tej w Miskatonic LJniversity w Arkham! Necronomicon ucieleśnia książkę przeklętą i jako taka występuje ona w dziele Lovecrafta obok tekstów szczególnych, chociaż autentycznych, takich jak Saducismus Triumphatus Josepha Glanvilla albo Daemonolatreia Remigiusa. W 1936 roku to właśnie Lovecraft napisał History and Cronology of the „Necronomicon'. Tytuł oryginalny dzieła to Al-Azif- azif]esi słowem używanym przez Arabów na

wskazanie dziwnych nocnych dźwięków (wywoływanych przez owady), o których sądzili oni, że są wyciem demonów. Autorem jest Abdul Alhazred, szalony poeta z miasta Sana w Jemenie, żyjący w epoce kalifów Umajjadów, w VIII wieku naszej

ery. Zwiedził ruiny Babilonu i sekretne katakumby w Memfis, spędził samotnic

dziesięć lat na wielkiej pustymi w południowej Arabii [...]. W ostatnich latach poeta mieszkał w Damaszku, gdzie powstał Al-Azif. o śmierci zaś czy o zniknięciu autora

26 **

(w 738 roku n.e.) krążą opowieści pełne straszliwych i sprzecznych szczegółów [...]. Około roku 950 n.e., kiedy Al-Azif był już powszechnie, chociaż potajemnie znany

w kręgach ówczesnych filozofów, został w sekrecie przełożony na grecki przez Teo­

dora Fiłetasa z Konstantynopola i otrzymał tytuł Necronomicon. Przez całe stulecie książka stanowiła podstawę przerażających eksperymentów, aż w końcu patriarcha Michał zakazał jej czytania i ją spalił. Nazwę szeptano odtąd tylko w tajemnicy,

lecz w późnym średniowieczu (1228) Olaus Wormius przełożył ją na łacinę i w tej

wersji ukazała się dwukrotnie: raz w XV wieku na ciemnym papierze (ewidentnie w Niemczech) i raz w wieku XVII (prawdopodobnie w Hiszpanii) [...]. Czytanie jej ma zgubne skutki. Powiada się, że z pobieżnych wiadomości na temat tego dzieła

(o jego istnieniu wiedzieli tylko nieliczni czytelnicy) pisarz R. W. Chambers zaczerpnął temat swojego słynnego Króla tu żółci, gdzie nicią przewodnią jest mistyczna księga, której czytanie wywołuje obłęd5.

Inne teksty, których napisanie okazało się trudne, spoczywają w swoistym szpitalu dla chorych książek, w oczekiwaniu na wciąż odwlekane ukończe­ nie: to jest przypadek Myśli Pascala, Życia Marianny Marivaux, Rękopisu znalezionego w Saragossie Potockiego, Bouoarda i Pecucheta Flauberta, Księgi Mallarmego, Kursu językoznawstwa ogólnego de Saussure’a, kolejnych Semi­ nariów Lacana, Procesu Kafle i, Człowieka bez właściwości Musila, książki, o której marzył Wittgenstein. Niemal wszystkie, również te „kompletne”,

wywołują jednak uczucie pustki, powodujące z kolei przymus nieustannego poszukiwania czegoś, co mogłoby je zastąpić, o czym zaświadcza nadzwy­

czajnie Marcel Proust: Po przeczytaniu ostatniej strony lektura dobiegała kresu. Należało teraz powstrzymać nieprzytomny bieg oczu i towarzyszącego mu milczącego głosu, zatrzymującego się

jedynie dla nabrania głębokim haustem powietrza [...]. Cóż więc, czy książka ta nie była niczym więcej? Owych istot, którym poświęcaliśmy więcej uwagi i czułości niż żywymi ludziom, nic ośmielając się przyznać, do jakiego stopnia obdarzaliśmy'

5 Arcana, praca zbiorowa. Sugar, Milano 1969, s. 504.

27

je miłością, i nawet gdy nasi rodzice widywali nas w trakcie lektury i wyglądało na to, że kpią nieco z naszych uczuć, zamykaliśmy książkę z przesadną obojętnością

lub udanym znużeniem; owych postaci, do których wzdychaliśmy i nad którymi

zdarzało się nam ronić łzy - nigdy nie dane nam było zobaczyć lub usłyszeć. Już na kilku ostatnich stronach okrutnego „Epilogu” autor dbał o to, by je „odsunąć

na bok” z obojętnością nie do pomyślenia dla kogoś, kto widział, z jakim odda­

niem podążał dotąd ich śladami [...]. Tak bardzo pragnęliśmy, by książka się nic

kończyła - i gdyby to było możliwe — opowiadała nam jeszcze o wszystkich jej bohaterach, by pozwoliła nam śledzić koleje ich losów, byśmy mogli życie własne

odnieść do tego wszystkiego, co nie było całkiem bez związku z miłością, którą w nas wzbudziła i której przedmiot nagle się od nas oddalił, byśmy nie musieli na

próżno, przez godzinę tylko, kochać ludzi, którzy już jutro będą tylko nazwiskiem

na zapomnianej stronicy’, w książce rozmijającej się z naszym życiem6.

Można się wymknąć z imaginarium literatury i przedłużyć życic narra­ cjom, które „w barbarzyński sposób” się urywają, albo - jak w wypadku Paula Massona, przyjaciela Colette, zajmującego się katalogami w paryskiej Bibliotece Narodowej - katalogować książki, których tam wprawdzie nie ma, lecz chcielibyśmy, żeby tam były: „Stwierdziłem, że Biblioteka Narodowa posiada mało włoskich dzieł w języku łacińskim z XV wieku. Podobnie jak niemieckich rękopisów. Oraz pisanych własnoręcznie prywatnych listów władców - i ma jeszcze wiele innych drobnych braków [...]. W oczekiwaniu, aż zaradzi temu fortuna i erudycja, włączam tytuły dzieł nadzwyczaj intere­ sujących [...], które powinny były zostać napisane [...]. Niech przynajmniej tytuły uratują prestiż katalogu, Katalogu...”7. Na obiekcję Colette, która zapytała, do czego mógłby on służyć, skoro owe książki nie istnieją, Masson odpowiada: „Nie mogę przecież zajmować się wszystkim!”.

Marcel Proust, O czytaniu, przcł. M. P. Markowski, w: tegoż. Pamięć i styl, tłumacze różni, Znak, Kraków 2000, s. 84-85.

Cołcttc, Mes aprentissages, w: tejże, Romans. Recits. Souuenirs, Laflbnt, Paris 1989, s. 1222—1223.

Biblioteka jako schronienie Z jednej strony więc teksty, jak widzieliśmy, pozwalają autorom na ujaw­ nianie własnej agresji popędowej wewnątrz struktury narracyjnej, z drugiej zaś, gdy zostaną ujęte w ramy pewnego porządku, pełnią funkcję ochronną, a dzieje się tak wówczas, kiedy tworzą bibliotekę. To słynny przypadek

biblioteki Montaignea, nie-miejscaczyniącego z książki barierę pomiędzy nim a światem zewnętrznym: 3300 tytułów odpowiadających około 5000 tomom. Biblioteka jest rodzajem osłony, która pozwala żyć, uchylając się od życia, przebywać w bezczasowym wymiarze, prowadzić nieustanny dialog z rozmówcami ze wszystkich epok: Będąc w domu, chronię się nieco częściej do biblioteki, gdzie jednym obrotem ręki

zawiaduję gospodarstwem. Stoję w oknie i widzę pod nogami ogród, dziedziniec, podwórze i większą część obejścia. Tam przeglądam sobie to tę książkę, to znów

ową, bez planu i ładu, jak padnie. Tu puszczam wodze myślom; to przechadzając się,

kreślę i dyktuję moje fantazje, jak te oto [...]. Izba biblioteczna jest okrągła i tyle

jeno ma pustego miejsca, ile trzeba dla stołu i siedziska; okrągłość ta pozwala mi ogarnąć jednym rzutem wszystkie książki ustawione na półkach o pięciu rzędach. Ma trzy okna ze swobodnym i rozległym widokiem i szesnaście kroków średnicy. W zimie jestem tam mniej ustawicznie; dom bowiem położony jest na pagórku, jak mówi jego imię, i to właśnie miejsce osobliwie wystawione jest na wiatry. Poza

tym podoba mi się, iż jest nieco ustronne i strome, tak dla ćwiczenia w ruchu, jak też, aby oddalić ode mnie ciżbę. To jest moja siedziba: staram się zachować jej

30

pełne władztwo i umknąć ten jedyny kącik i małżeńskiej i rodzinnej i towarzyskiej

wspólności1.

Wzorem Montaigne’a również biblioteka Winckelmanna mieścić się będzie na trzecim piętrze okrągłej wieży, co pozwoli pisarzowi obejmo­ wać jednym spojrzeniem wszystkie zgromadzone w niej książki. W Burzy Szekspira Prospero, książę Mediolanu, pozostawia sprawy rządowe bratu i wycofuje się do biblioteki: „niektóre tomy z mojej biblioteki / Droższe mi ponad księstwo”12. Machiavelli w słynnym liście do Vettoriego czyni ze swojej biblioteki uprzywilejowane miejsce, pozwalające uciec przed wulgarnością egzystencji i odzyskać siły dzięki lekturze klasyków; dla Juliana i Matyldy natomiast, bohaterów Czerwonego i czarnego Stendhala, biblioteka stanowi miejsce rozkoszy, miejsce ulegające seksualizacji, gdzie można uczyć się czytać i kochać. Puszkin, ranny w pojedynku, jeszcze przez kilka chwil, nim skona, marzy w przedśmiertnych zwidach o „wspinaniu się” po półkach własnej biblioteki. Dla Claudela zaś będzie ona przestrzenią, gdzie znajduje on spokój, poczucie bezpieczeństwa: „Chociaż nie czytam Platona, wydaje mi się rzeczą przyjemną posiadanie w domu jego ciężkich woluminów”. Vi 11 iers de 1’Isle-Adam w Isis czyni z biblioteki la bibliotheque inconnuey rodzaj nieco cmentarnego magazynu, zawierającego wszystko, co najrzadsze i najniezwyklejsze stworzyła od starożytności literatura. „Ta dziwna biblio­ teka była skarbcem rzadkich i intrygujących książek, nadzwyczajnych ręko­ pisów i nieznanych dokumentów [...]. Od piętnastu do dwudziestu tysięcy woluminów w starych i cennych oprawach gromadziło się na półkach”3. Huysmans w Na wspak wyobrazi sobie wręcz bibliotekę des Esseintes’a jako jedną książkę, oprawną w safian, ze sklepieniem imitującym grzbiet tomu:

1 Michel dc Montaignc, Próby, przcl. T Żeleński (Boy), t. III, PIW, Warszawa 1957, s. 56 i 57. •’ William Shakcspeare, Burza, w: tegoż, Burza. Zimowa opowieść, przcl. S. Barańczak, W drodze, Poznań 1991, s. 22.

ł Yillicrs dc 1’lslc-Adam, his, w; tegoż, CEuures conipletes, Gallimard. t. I, Paris 1986, $. 134-135.

* 31

„Koniec końców postanowił oprawić swoje ściany, jak oprawia się książki, w safian gruboziarnisty i w skórę z Cap, glansowaną przy pomocy ciężkich

stalowych płyt, pod potężną prasą”4. Również w rym wypadku wybór książek zależy od ich rzadkości i szczególnej natury; przyjemności dotyku („zaznawał oszałamiających rozkoszy, ilekroć brał w palce tę maleńką bro­ szurkę” - chodzi tu o Popołudniefauna Mallarmego), jaką wywołują cenny papier i oprawa, towarzyszy przyjemność tekstu, ta zaś powoduje bulimię czytania, skoncentrowanego wyłącznie na formie i stylu, ignorującego sens: W Paryżu niegdyś kazał zecerom specjalnie wynajmowanym drukować wyłącznie na swój użytek niektóre tomy na prasie ręcznej; to znów robił zamówienie w Lyonie, u Perrina, którego czcionki smukłe i czyste pasowały do archaizowanych imitacyj starych

ksiąg; albo sprowadzał z Anglii lub Ameryki litery nowoczesne do sporządzania dzieł doby obecnej; bądź jeszcze zwracał się do drukarni w Lille, która od wieków posiadała

bogaty zbiór czcionek gotyckich; to wreszcie akaparował w Haarlem starą drukarnię Enschedego, której odlewnia zachowała stemple i matryce czcionek naśladujących

pismo ręczne. Był nic mniej wybredny, co się tyczyło papieru. Pewnego pięknego dnia, sprzykrzywszy sobie srebrzysty papier chiński, mieniący się jak perłowa macica,

i złotawy papier japoński, biały whatman, szarobrunatny papier holenderski, turkey i seychal-milh barwione na kremowo, zbrzydziwszy sobie również papier fabrykowany

mechanicznie, zamówił specjalny papier żeberkowy, wytłaczany w deseń w staroświec­ kiej manufakturze Vire’a, gdzie do dziś używają międlic, służących ongiś do obróbki

konopi. Ażeby swoją kolekcję urozmaicić nieco, kilkakroć sprowadził z Londynu

papier apreturowany i repsowy; żeby zaś diuka Jana wspomagać w jego pogardzie dla bibliofilów, pewien kupiec z Lubeki przysyłał mu papier z połyskiem, udoskonalony,

niebieskawy, szeleszczący, z lekka łamliwy, w którego miąższu zamiast ździebełek słomy

tkwiły złociste drobiny, podobne tym, jakie migoczą w gdańskiej wódce5.

Wolny od wszelkich metafizycznych poszukiwań, des Esseintes używa książki zależnie od własnych potrzeb, chociaż musi zdawać sobie sprawę, że

* Joris-Karl Huysmans, Na wspak, przcl. J. Rogoziński. Czytelnik, Warszawa 1976, s. 62. 5

32

Tamże, s. 191-192.

teksty, tak jak ludzie, nie poddają się dowolnej manipulacji; są dni rebelles aux livres> dni, w których książki stawiają opór czytaniu, i czym innym są cechy danej książki, a czym innym zdolność czytelnika, by je sobie przyswoić. „Powieści Dickensa, które skonsumował niegdyś dla uspokojenia nerwów, wydały skutki przeciwne tym, jakich się spodziewał po tak higienicznym zabiegu: lektura zaczęła oddziaływać z wolna w kierunku nieoczekiwanym, sprowadzając wizje angielskiej egzystencji”67 . Efekt wzmacnia szczególny

charakter biblioteki des Esseintesa, która urządzona raz na zawsze, zmusza do intensywnej, powtarzanej lektury i wywołuje stan przesytu, wpływający w zasadniczy sposób na doznania estetyczne: „Otóż diuk Jan, rozczytując się w nich [pisarzach] bez ustanku, tak nasycił się ich dziełami, że umiał je już w całości na pamięć i musiał teraz, by sycić się nimi od nowa, starać się je pozapominać: na czas jakiś zatem zostawił te książki na półkach, w spokoju” . Na wzór biblioteki des Esseintes’a zbudowana jest również biblioteka markiza Mount Edgcumbe’a, którą odwiedza Andrea Sperelli w Rozkoszy Gabriele D’Annunzia, równie rzadka i cenna, lecz powstała bez wyjątku pod znakiem najbardziej rozpasanego erotyzmu: Zbiór był bardzo bogaty. Obejmował całą francuską literaturę pantagrueliczną i rokoko: pryjapeje, fantazje skatologiczne, monakologie, rubaszne mowy pochwalne,

katechizmy, idylle, romanse, poematy od Pipę cassee Vedego do Liaisons dangereuses, od Aretin d'Augustin Carrache do Tourterelles de Zelniis, od Descouuerture du style

hnpudigite do Faublas. Obejmował wszystko, co bardziej wyrafinowanego i bez­

wstydnego stworzył umysł ludzki w czasie wieków do objaśnienia starożytnego hymnu do boga Lampsaku: Salve sanctepater. Kolekcjonista brał książki z półek szafy i pokazywał je młodemu przyjacielowi, mówiąc bez ustanku. Jego lubieżne

ręce stawały się pieszczotliwymi wobec bezwstydnych książek, oprawnych w drogie skóry i tkaniny8.

6 Tamże, s. 177. 7 Tamże, s. 236.

8 Gabriele D’Annunzio. Rozkosz, prze,. J. Rufler, Księgarnia Polska B. Połanieckiego, Lwów, E. Wencie i Sp., Warszawa 1906, s. 360.

33

Najcenniejszym dziełem jest edycja wszystkich dzieł dc Sade’a w jed­ nym egzemplarzu: „Pan z pewnością nie zna tego wydania. Zrobione na mój rachunek przez Herisseya czcionkami elzewiriańskimi z XVIII wieku, na papierze z Rękodzielni cesarzy japońskich, tylko w dwudziestu pięciu egzemplarzach. Boski markiz wart był tej chwały. Naczółki, tytuły, inicjały, ozdoby mieszczą w sobie wszystko najdoskonalszego, co mamy w zakresie ikonografii erotycznej. Proszę spojrzeć na te klamry!”9. Jules Verne w 20 000 milpodmorskiej żeglugi (\K7ty przypisuje kapitanowi Nemo posiadanie biblioteki złożonej z 12 000 tomów, jednakowo oprawio­ nych: „wszystkie te książki ustawione były bez względu na język, w którym je napisano”10. W przeciwieństwie do natury księgozbioru tego rodzaju, czy­ niącej z niego zjawisko w ciągłej ekspansji, mamy tu do czynienia z biblioteką będącą definitywnie światem zamkniętym, zakładającą ostateczne zatrzymanie czasu i zaprzestanie pisania książek: „Lecz świat skończył się dla mnie w dniu, w którym «Nautilius» po raz pierwszy zanurzył się pod wodę [...] i od tej chwili pragnę wierzyć, że ludzkość ani myśleć, ani pisać nie umie”11. Również biblioteka Petera Kiena, opisana przez Eliasa Canettiego w Auto da fe (Die Blendung, 1935), stanowi zamknięty w sobie świat: 25 000 tomów w czterech pokojach jego mieszkania, pozbawionych jakiegokolwiek zbędnego mebla, gdzie nikomu obcemu nie wolno wejść; książki liczą się bardziej niż ludzie, mówią, chociaż są nieme. Wybitny sinolog nie chce mieć nic wspólnego ze światem, z popędami egzystencji, pragnie poświęcić się całkowicie własnym badaniom i kultowi posiadanej przez siebie biblio­ teki. Ze względu na nadzwyczajną pamięć mógłby, prawdę mówiąc, obyć się bez niej, stanowi ona jednak gwarancję dokładności i rozległości jego wiedzy, jest w jakimś sensie jej uzewnętrznieniem: Miał poniekąd drugą bibliotekę w głowie, równie dobrze zaopatrzoną i niezawodną

jak ta rzeczywista, która - jak słyszał - cieszy się takim powszechnym rozgłosem.

’ Tamże, s. 361. ” Juliusz Vcrnc, 20 000 milpodwodnej żeglugi, tłumacz nieznany, Zielona Sowa, Kraków 2005, s. 54. ” Tamże.

31

Siedzi przy biurku i pisze rozprawy naukowe, w których wnika w najdrobniejsze

szczegóły, nie sprawdzając ich nigdy poza swoją biblioteką w głowic12.

Takie przyswojenie sobie książek pozwoli mu stać się człowiekiem-biblioteką i odpocząć jego głowie, uwalniając ją od ciężaru książek: „By zapobiec wszelkim uprzykrzonym pytaniom, wyjął plik książek z głowy i podał garbusowi Nie miał ochoty spać z połową biblioteki w gło­ wie”13. Biblioteka-świat wyklucza kategorycznie element kobiecy: „Kobiety to analfabetki, nieznośne i głupie, odwieczna przeszkoda. Jakże bogaty byłby świat bez kobiet, byłby ogromnym laboratorium, przepełnioną biblioteką, niebem najintensywniejszej pracy w dzień i w nocy!”14. Poja­ wienie się kobiety w bibliotece, najpierw w postaci sprzątaczki, potem żony, stopniowo zmusi Kiena do opuszczenia swojego mieszkania i skażę go na błądzenie po mieście; w końcu nie pozostanie mu nic innego, jak wrócić, podpalić bibliotekę i zginąć w płomieniach. Obecność kobiety na ogół nie idzie.w parze z miłością do książek: Borges nagle porzuca żonę, Elsę Astete, której nie mógł dłużej znieść, i odjeżdża taksówką z argentyńskiej Biblioteki Narodowej; pośle później po swój księgozbiór, z prośbą, by dostarczono mu go pod jego nowy adres. Element kobiecy nie jest jednak obcy wtajemniczeniu w lekturę - Albeno Manguel opowiada o poznawaniu ojcowskiej biblioteki, przedstawiając je w kategoriach nastoletniej seksualności: „Zacząłem wyszukiwać w ogrom­ nej hiszpańskiej encyklopedii Espasa-Calpe hasła, które w jakiś sposób odnosiły się do seksu”15. Wkrótce nawyk przebywania z książkami staje się

prawdziwą namiętnością: Chciałem żyć wśród książek. W 1964 roku, gdy miałem szesnaście lar, znalazłem pracę

w księgarni Pygmalion, jednej z trzech w Buenos Aires, które sprzedawały książki

’’ Elias Canctti, Auro da fe, przcl. E. Sicińska, Czytelnik, Warszawa 1999, s. 18-19. ° Tamże, s. 240 i 241.

H Tamże, s. 499.

n Albeno Manguel, dz. cyc., s. 30.

angielskie i niemieckie [...]. Niestety, wiele książek kusiło mnie rak, że odkurzanie schodziło na drugi plan. Chciały, bym je brał do ręki, otwierał, przeglądał. Czasami

i tego było za mało. Zdarzyło się kilka razy, że ukradłem książkę-kusicielkę. Zabrałem

do domu, ukrytą w kieszeni płaszcza, musiałem ją bowiem nie tylko przeczytać, ale

posiąść na własność, nazwać swoją [...]. Czyta się określone wydanie, ten, a nic inny egzemplarz dając}'się rozpoznać po szorstkim lub gładkim papierze, po zapachu, naddarciu na stronie 72 i okrągłym śladzie od filiżanki z kawą w prawym roku okładki16.

Sartre zaproponuje nam w Słowach podobne doświadczenie biblioteki jako Edenu, uprzywilejowanego miejsca dzieciństwa, rzeczywistości wirtu­ alnej intensywniejszej niż ta prawdziwa, lecz do której porzucenia zmuszą go dorośli: Rozpocząłem życie tak samo, jak je zapewne skończę - wśród książek. W gabinecie dziadka leżały wszędzie [...]. Nigdy nic grzebałem w ziemi, nie szukałem gniazd, nie zbierałem roślin do zielnika i nie rzucałem w ptaki kamieniami. Za to książki były

moimi ptakami i gniazdami, moimi zwierzętami domowymi — moją oborą i wsią; biblioteka to świat uchwycony w zwierciadło; miała jego niespożytą treściwość, rozmaitość, nieprzewidywalność. Rzucałem się na oślep w niewiarygodne przygody:

trzeba mi było wdrapywać się na krzesła, stoły, nie zważałem, że mógłbym wywołać lawinę zdolną mnie pogrzebać17.

Wcześniej jednak bohater Mdłości (1938), Antoine Roquentin, mający napisać historię markiza de Rollebon, arystokraty z końca XVIII wieku, zaniedbuje pracę w bibliotece, by poświęcić się powieści, porzuca badania naukowe, by oddać się pisaniu; wraz z Roquentinem opuści bibliotekę postać samouka, który kształci się, czytając książki w porządku alfabetycznym ich autorów; przyłapany na molestowaniu pewnego młodego człowieka, zostanie z niej wyrzucony. Życie jest zatem poza światem książek i mieszczących je bibliotek, chyba że zaświadcza się o nim za pośrednictwem książki!

16 Tamże, s. 35. 1 Jean-Paul Sanrc, Sloua, przcł. J. Rogoziński. PIW. Warszawa 1965, s. 30 i 38.

’>()

Głęboko dwuznaczny charakter takiej koncepcji biblioteki — jako schronienia przed światem — dał o sobie znać już w opowiadaniu Poego Berenice, gdzie autor przedstawia ją zarazem jako matczyne łono i grób: narrator, Egeusz, urodził się w świecie-bibliotece, z którego życie się wycofało („Tam właśnie umarła moja matka. Tam właśnie przyszedłem na świat”18), miejscu pozwalającym mu pogrzebać w książkach własne dzieciństwo, czymś w rodzaju nie-życia, sanktuarium, które dla Mallarmego stanowiło une docte sepulture, Uordre des titres, confrontes a eux-memes, pour lumiere. Również biblioteka publiczna, zatłoczona tak, jak Bibliotheque Nationale w Paryżu, może być schronieniem, skoro każdy czytelnik zostaje w końcu „wywłaszczony ” z czytanej przez siebie książki. Pisze Rilke: Siedzę i czytam poetę. Wielu jest ludzi w sali, ale nic czuje się ich. Są w książkach.

Czasem ruszają się wśród stronic jak ludzie, którzy śpią i obracają się między dwoma snami. Ach, jak dobrze być pośród czytających ludzi. Czemu oni nie są zawsze tacy?

Choćbyś podszedł do którego i dotknął go lekko: nic poczujc nic. A gdy wstając

potrącisz sąsiada i przeprosisz go, skinie w stronę, z której posłyszał twój głos, twarz

jego wraca się ku tobie i nie widzi cię, a włosy jego są jak włosy śpiących. Jak to błogo! A ja siedzę i mam poetę19.

Ze schronienia biblioteka może jednak czasem się przemienić w świat-pułapkę, gdzie zgubienie się jest czymś nieuniknionym, jak w Bibliotece Babel Borgesa; w metaforę wiedzy jako wszechświata; albo w labirynt biblioteki benedyktyńskiego opactwa, gdzie toczy się akcja Imienia róży Umberta Eco, w rodzaj ogromnej kosmogonii zdolnej zniszczyć, chyba że sama zostanie najpierw zniszczona. Musil w Człowieku bez właściwości opisuje przerażenie generała Stumma, który, pewny siebie, wchodzi do cesarskiej biblioteki,

lecz wkrótce musi ze zgrozą uznać granice możliwości człowieka:

18 Edgar Allan Poc, Berenice, przcl. B. Leśmian, w: tegoż, Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze, wybrał,

oprać, i posłowiem opatrzył M. Płaza, Vcspcr, Poznań 2010, s. 10-11.

19 Rainer Maria Rilke, Małte. Pamiętniki Malte-Latiridsa Brigge, przeł. W. Hulewicz, słowo wstępne M Jastrun, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 47.

37

Przedefilowaliśmy przed frontem niezliczonego mnóstwa książek i muszę powiedzieć, że z początku wcale mną to nie wstrząsnęło. Te szeregi książek nie są bardziej impo­

nujące od garnizonowej parady wojska. Ale po pewnej chwili poczułem wewnętrzną

potrzebę zliczyć je w myśli, i to dało nieoczekiwany wynik. Widzisz, przedtem myślałem, że jeżeli codziennie przeczytam jedną książkę, będzie to wprawdzie bardzo męczące, ale kiedyś dojdę jednak do końca i wtedy uzyskam prawo zajęcia pewnej

pozycji wżyciu intelektualnym, nawet gdy tę czy inną książkę pominę. Ale czy wiesz, co mi bibliotekarz odpowiedział, kiedy nasz spacer wydawał się nie kończyć i zapytałem go, ile właściwie tomów liczy ta zwariowana biblioteka? „Trzy i pół miliona - odpowiedział!! - Tutaj doszliśmy — rzekł - mniej więcej do siedemsetty-

sięcznego tomu”. Od tej chwili liczyłem już nieustannie. Zaoszczędzę ci podania

sposobu, jak to robiłem, gdyż potem, w ministerstwie, jeszcze raz odtworzyłem ten rachunek z ołówkiem w ręku: otóż musiałbym zużyć całe dziesięć tysięcy lat, aby dokonać tego, co postanowiłem.

W tym momencie zatrzymałem się jak wryty i cały świat wydał mi się jednym wiel­

kim oszustwem. Zapewniam cię jeszcze teraz, choć zdążyłem już z tego ochłonąć: z tym wszystkim jest coś zasadniczo nie w porządku!20

Mózgowi-bibliotece Kiena przeciwstawia się biblioteka-mózg Musila, pomieszczenie, w którym znajdują się katalogi: „Znalazłem się tedy rze­ czywiście w najświętszym sanktuarium biblioteki. Muszę ci powiedzieć, że doznałem uczucia, jak gdybym dostał się do wnętrza jakiejś czaszki; wokoło tylko półki z przegródkami na książki, i wszędzie drabinki do wspinania się, a na półkach i stołach tylko katalogi i bibliografie, sama kwintesencja wiedzy, nigdzie jakiejś rozsądnej książki nadającej się do czytania, a jedynie książki o książkach”21. Jedyną osobą zdolną zapanować nad tym mózgiem jest bibliotekarz, w takiej mierze rządzący tym światem, w jakiej nie zna jego

treści: „Tajemnicą wszystkich dobrych bibliotekarzy jest, że z powierzonej

- Robert Musil. Człowiek bez właiciwofci, przeł. K. Radziwiłł. K. Truchanowski. J. Zcltzer, t. 2. PIW, Warszawa 1971. s. 171. 21 Tamże, s. 173.

38 **

im literatury nigdy nie czytają nic poza tytułem książki i spisem rzeczy. «Kto zajmie się treścią, ten już jest zgubiony jako bibliotekarz - pouczał mnie wtedy bowiem nigdy już nie zdoła sobie wyrobić poglądu na całośćw”22. Faktycznie, Musil, zatrudniony od 1911 do 1914 roku jako bibliotekarz przez wiedeńską Politechnikę, zrezygnuje z takiej całościowej wizji, aby przyczynić się — on również — do wzbogacenia armii książek i biblioteki-mózgu; obraz ten wykorzysta zresztą także Virginia Woolf, która porówna bibliotekę do czaszki, gdzie „umarli są żywi, a niemi mówią” (PokójJakuba). Przerażenie generała Stumma na widok coraz większej liczby tomów ogarnia również w tamtych latach Ortegę y Gasseta („Książek jest już za dużo”), który proponuje bibliotekarzom nową i trudniejszą misję: „Oto gdzie widzę pojawienie się nowej misji bibliotekarza, przewyższającej nie­ porównanie wszystkie poprzednie. Bibliotekarz zajmował się dotąd głównie książką jako pewną rzeczą, materialnym przedmiotem. Od dziś będzie musiał troszczyć się o książkę jako żywą funkcję: będzie musiał wykonywać wobec niej obowiązki policjanta i stać się pogromcą rozwścieczonej bestii”23. Z pewnością Don Ferrante Manzoniego potrafił jeszcze zapanować nad własną biblioteką: „Don Ferrante wczesnym rankiem przechodził do swej pracowni, gdzie miał niemałą kolekcję książek, blisko trzysta tomów, same wyborne dzieła, głośne w świecie, zahaczające o najróżniejsze dziedziny; w każdej z nich był on mniej lub więcej biegły”24, inni zaś, jak des Esseintes albo kapitan Nemo, albo Kien Canettiego, zdołają kontrolować swoje coraz większe biblioteki, pod warunkiem jednak, że będą one w jakiś sposób zablokowane w swoim rozrastaniu się; generał Stumm ogłasza porażkę czytelnika w obliczu bezmiaru książek: coś naruszyło dotychczasową równowagę, regulującą niegdyś relację czytelnika z tekstami, coś zostało utracone bezpowrotnie i dlatego biblioteka, niczym jakiś potwór, pochłania

22 Tamże, s. 174. Josć Ortega y Gasset, La minione del bibliotecario, w: tegoż, Miseria e splendore della traduzione, Sugarco. Carnago 1994, s. 42. *’* Alessandro Manzoni, Narzeczeni, przcł. B. Sieroszewska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wocław 1994, s. 672.

39

swoich bywalców, skazanych na bycie ofiarami. Porażka generała Stumma stanowi konkluzję pewnego procesu: rzędy trzech milionów pięciuset tysięcy tomów mogą ograniczać się do trwania nieruchomo, ustawione przed oniemiałym czytelnikiem, natomiast książki będące bohaterkami Bitwy książek Jonathana Swifta (1704) ożywały i walczyły ze sobą w bitwie, którą w rzeczywistej bibliotece toczyli Starożytnicy i Nowożytnicy: Wyczerpano w tej waśni całe strumyki atramentu, a złośliwość w obu frakcjach niepomiernie wzrosła. Otóż trzeba zrozumieć, że we wszystkich bitwach między uczonymi atrament jest potężną pisemną bronią, transportowaną przez rodzaj

machiny zwanej piórem; nieskończone ilości owych piór ciskane są we wroga

przez śmiałków po obu stronach z taką zręcznością i furią, jakby to była potyczka jeżozwierzy. Majster, który wymyślił ten jadowity płyn, skomponował go z dwóch

składników: żółci i siarczanu żelaza, by jego trucizna i gorycz po trosze służyły

duchowi walczących, a po trochu go pobudzały25.

W bibliotece-cmentarzu, o której pisze Swift, unosi się dłużej lub krócej duch książek, zależnie od ich żywotności: W tych książkach trwa cudownie skroplony i zakonserwowany duch każdego żyjącego wojownika, zaś po jego śmierci dusza wędruje do nich, by je natchnąć. Tak

przynajmniej przeważnie się sądzi, lecz ja myślę, że z bibliotekami jest podobnie

jak z innymi cmentarzami, gdzie - zdaniem niektórych filozofów - duch, określany

przez nich mianem brutum hominis, unosi się nad mogiłą, dopóki ciało nie ulegnie rozkładowi i nie obróci się w proch lub w r o b a c t w o, a wtedy on znika lub

roztapia się. I tak też można rzec, niespokojny duch nawiedza każdą książkę, dopóki

kurz lub robactwo nie przywłaszczą jej sobie, co jedne dzieła może spotkać w przeciągu kilku dni, lecz inne później26.

Każda biblioteka jest oczywiście wielością przedmiotów — Maison d’Artiste, jak w wypadku Edmonda de Goncourt, albo Casa della Vita - ale

Jonathan Swift, bitwa książek. Opowieść balii, przeł. K. Dąbrowska, WUW, Warszawa 2013, s. 14. •' Tamże, s. 14-15. Podkreślenia: A.C.

10

też rezultatem gromadzenia się rzeczy w czasie, efektem serii wyborów przyświecających kolekcji, rodzajem wirtualnej narracji, mającej zawrzeć w sobie nie tylko teksty, lecz także historię ich kolekcjonera, niewolnika własnych decyzji. Niekiedy te biblioteki-świadectwa docierają do nas tak, jak w wypadku biblioteki Woltera: jego książki, pełne notatek, zakupiła Katarzyna II, caryca Rosji, i do dziś znajdują się one w Petersburgu; mniej szczęścia miała biblioteka Diderota, również nabyta przez Katarzynę II, ale książki z tego zbioru rozproszyły się po carskich kolekcjach. Innym razem wystarczy jeden tom, lub wręcz jedna strona, by przywołać całą bibliotekę. Wordsworth opatruje sonety Szekspira swoimi krytycz­ nymi uwagami zapisywanymi na marginesach pewnej jego edycji, ale na tej samej stronie znajdziemy zapiski Coleridge’a w obronie dramaturga, zarzuty wobec Wordswortha z powodu jego surowości, a także zalecenie dla własnego syna, by zachował ten dokument, z miłości zarówno do Szek­ spira, jak i do Wordswortha. Poe, zafascynowany szerokimi marginesami, obsesyjnie zapełnia je notatkami, podobnie jak Stendhal, uzasadniając samo istnienie biblioteki przymusem nanoszenia komentarzy, a to doświadczenie, jeśli ma przynieść satysfakcję, wymaga szczególnej syntetyczności wyrazu,

owocującej precyzyjnym, lapidarnym stylem. Innym jeszcze razem książka składa się z serii cytatów z rozmaitych tek­ stów, jak to się dzieje w szczególnej biografii Winckelmanna, Collectanea zu meinem Leben, w której na rok przed śmiercią przywołuje on własne życie, posługując się właśnie cytatami, zaczerpniętymi z Arystotelesa, Sofoklesa, Plutarcha etc.; cytaty te nie tylko mówią o życiu, lecz stają się również samym życiem autora. Wzorem są Próby Montaigne’a, owa szczególna książka żywiąca się innymi tekstami. Jakkolwiek pojęta, biblioteka to odrębny świat, pozwala bibliofilowi ustalić granicę, barierę pomiędzy nim a resztą społeczeństwa, czyni to jednak w sposób afirmatywny: bibliofil jest tożsamy ze swoją biblioteką, można go czytać, a więc i posiadać, a zatem jest podatny na zranienie. Stąd potrzeba kolekcjonera — lecz przede wszystkim pisarza — który chciałby sprawić, aby przestrzeń jego biblioteki była jak najbardziej prywatna,

* II

lub wręcz niedostępna dla obcych: konieczne jest hasło, by móc wejść do mieszkania Balzaca, ściany wyłożone papierem i płótnem izolują jego ciasne schronienie; gabinet Flauberta „był praktycznie klasztorną celą, zamkniętą na odgłosy i niespodziewane zdarzenia” (Henry James), i pisarz gotów był

nawet nie wpuścić swojej kochanki, Louise Colet, która przyjechała w nocy do Croisset, traktował ją bowiem jak intruzkę. Do jednego z gabinetów Lotiego wchodzi się po drabinie sznurowej, Apollinaire zaś spogląda przez dziurę w ścianie, by zobaczyć, kto dzwoni do drzwi. Tak wyizolowane pomieszczenie kojarzy się ze śmiercią: Zola zastanawia się, które z nich dwojga, żona czy on, pierwsze przekroczy w trumnie próg ich domu w Medan; Edmond de Goncourt niepokoi się ciasnotą pokoju, gdzie pośród licznych mebli trzeba będzie zmieścić jego trumnę. D’Annunzio wyznaje: „Zbudowałem tę siedzibę tak, jak buduje się grób”. Sarah Bernhardt śpi w trumnie wyściełanej atłasem, Loti przechowuje dwa orientalne katafalki. Innym razem intelektualista postanawia uczynić z własnego domu muzeum siebie samego - jest to przede wszystkim przypadek Horace’a Walpole’a, który przemienia Strawberry Hill w dom-muzeum, wypełniony nadzwyczajną kolekcją ciekawostek; jest tam między innymi biblioteka rzadkich książek, z rycinami i rysunkami, których Walpole sporządził dro­ biazgową listę; w XIX wieku będzie to przypadek licznych pisarzy, między innymi Alphonsea Karra, Emilea Zoli i przede wszystkim Edmonda de Goncourt, który czuje się wręcz zagrożony przez zgromadzone przedmioty: „bibeloty mnie pożerają!” - nie tylko z powodu kosztów, lecz także „wielości myśli, jakie pochłaniają”; czuwa, by żaden z gości nie uszkodził wnętrza domu, a kiedy ktoś opiera się o jeden z gobelinów, natychmiast przywołuje przybysza do porządku: „Niech pan zabierze głowę. Brudzi pan!”. Również ubranie dostosowuje się do koncepcji pokoju-schronienia. Alfred de Vigny po spotkaniu z Napoleonem III oznajmia: „Nazajutrz wróciłem do snucia marzeń w mojej celi, gdzie nałożyłem z powrotem habit i kaptur”; Balzac nosi miękki habit dominikanina, zimą z kaszmiru, latem z bawełny; Flaubert i France - szlafroki podobne do habitów; Edmond dc Goncourt — habit z kapturem. Loti przebiera się za Turka; Peladan - za maga.

12 **

Eleonora Akwitańska, zmarła w 1204 roku, leży na swoim sarkofagu w opactwie Foncevraud z książką w dłoni. To pozycja sprzyjająca wielu lekturom, lecz nie wszystkim, jak podkreśla Alberto Manguel: Po lekturze kryminałów i historii o duchach spałem najczęściej jak zabity. Nędznicy, ze swymi ulicami i lasami, światełkami rozbłyskującymi w ciemnych kanałach i na barykadach, byli dla Colette idealną książką do czytania w cichej sypialni. Podobnego

zdania był W. H. Auden. Twierdził, że lektura powinna pod pewnym względem sta­ nowić kontrast z miejscem, w którym się ją czyta

Jak jednak odkryła Colette,

niektóre książki wymagają nic tylko kontrastu z ich treścią a scenerią, w jakiej się je czyta. Są i takie, przy których lekturze niezbędna jest szczególna pozycja - ułożenie

ciała czytelnika wymaga z kolei odpowiedniego miejsca do czytania (na przykład Historię Francji Michcleta mogła czytać wyłącznie zwinięta w kłębek w fotelu ojca,

z Fanchette, „najinteligentniejszym z kotów” u boku). Przyjemność, jakiej dostarcza lektura, często w znacznym stopniu zależy od wygody czytelnika [...]. Są książki,

które czytam w fotelu, i takie, które czytam przy biurku, w metrze, w tramwajach, w autobusach. Zauważyłem, że książki czytane w pociągu mają w sobie coś z tych czytanych w fotelu, może dlatego, że i tu, i tam potrafię się bez trudu odizolować od

otoczenia. Książki czytane w bibliotece publicznej nigdy nic smakują tak samo, jak czytane na strychu czy w kuchni. Król Edward III zapłacił w 1374 roku 66 funtów

13 szylingów i 4 pensy za księgę z romansami „przeznaczoną do jego sypialni”. Z pewnością uważał, że właśnie tutaj powinna być czytana. W Żywocie Świętego

Grzegorza z XJ1 wieku określa się klozet jako „miejsce odosobnienia, gdzie nikt nie

przeszkadza przy lekturze tabliczek”. Henry Miller był podobnego zdania. „Najle­ piej mi się czytało w toalecie. W Ulissesie są fragmenty, które można czytać tylko tam, jeśli chce się w nich naprawdę rozsmakować”. Pomieszczenie przeznaczone „na użytek bardziej specjalny, bardziej pospolity” stanowiło dla Marcela Prousta

miejsce dla wszystkich zajęć wymagających nienaruszalnej samotności, jak: czytanie, marzenie, łzy, rozkosz27.

27 Alberto Manguel, dz. cyt., s. 217-219.

13

Lektura odbywająca się w wyizolowanym miejscu, rzeczywista czy wyobrażona, stanowi rytuał wybitnie anarchiczny i towarzyszy jej nie mniej anarchiczna postawa, a mianowicie dyskrecjonalnos'ć, co opinia publiczna w XVIII i XIX stuleciu postrzegała jako rzecz nader niebezpieczną; przechodzi się od lektur}' na głos do czytania w myśli, od „dzikiej” lektury Rimbauda,

który nie rozcina nawet kartek, a następnie do tej całkowicie arbitralnej Hansa Magnusa Enzensbergera: „Częścią owej wolności jest zacząć kartkować książkę z jednej i z drugiej strony, przeskakiwać całe fragmenty, czytać zdania od końca do początku, zmieniać ich sens, dopowiadać ciąg dalszy, układać je nadal i poprawiać za sprawą wszelkich możliwych skojarzeń, wyciągać z tekstu wnioski, o których tekst nic nie wie, złościć się i cieszyć wraz z nim, zapomnieć o nim, zawładnąć nim, a w pewnej chwili rzucić książkę w kąt”28. Bibliotekę paradoksalnie można sobie wyobrazić również bez książek, jako operację całkowicie mentalną, a zatem maksymalnie niedostępną, absolutnie prywatną, kiedy zostaje ona przedstawiona na obrazie. To jest przypadek Szkoły ateńskiej Rafaela, gdzie wielcy z przeszłości, choć już umarli, wciąż dialogują ze sobą w hierarchicznym układzie, mającym swój początek w klasycznej Grecji, od Platona trzymającego pod pachą Timajosa, aż po Arystotelesa z Etyką nikomachejską, „nowożytność” zaś włącza się w tradycję, nadając jej własne rysy twarzy: Platon przypomina Leonarda, Heraklit - Michała Anioła. Później przyjdzie czas na Apoteozę Homera (1827) Ingres’a, zastępującego filozofię poezją — i raz jeszcze, dzięki Homerowi, Grecja znajdzie się u źródeł europejskiej tożsamości. Milczące założenie tych wspaniałych przedstawień głosi, że świat może być jeszcze przedmiotem myśli, a więc da się go umieścić w ramach biblio­ teki. Szczególnego przykładu dostarcza nam słynny obraz Holbeina Amba­ sadorowie. Pisze Jean Roudaut: Każdej półce na obrazie Holbeina przypisana jest określona dziedzina wiedzy; i każdy

przedmiot odgrywa tu znaczącą rolę. Pomiędzy ambasadorami (Jean de Dintcville

*’■* Gugliclmo Cavallo. Roger Charticr, dz. cyt., s. 435.

11

stoi po lewej stronie; Georges dc Selve, biskup Lavour i pierwszy przewodniczący

paryskiego parlamentu, po prawej); glob gwiezdny w górze, z zegarem słonecznym, odpowiada globowi ziemskiemu z ekierką i kompasem w dolnej części dzieła. Dwie książki towarzyszą tym przedmiotom: Arytmetyka kupców Petrusa Apianusa (Ingolstadt 1527) od strony Dinteville’a, podczas gdy od strony biskupa, znanego

ze swych sympatii do Reformacji, Gesangbiichlein Johanna Walthera (Wittenberga

1524), otwarta na chorale Lutra (na stronie po lewej widać słowa: Komm heiliger Geyst Heeregott — „Przyjdź, Duchu Święty, Panie Boże”; na tej po prawej: Mens will

tu leben seliglich — „Człowieku, jeśli chcesz żyć szczęśliwie”). Obraz łączy wysokie z niskim, tak jak niebu odpowiada świat ziemski, i sprawia, że życic aktywnego

rozumu, który liczy, mierzy, klasyfikuje (a także gromadzi), prowadzi dialog z życiem kontemplacyjnym, które głosi chwałę Pana. Kiedy Jean de Dintcville przyjeżdża do Londynu w 1532 roku, Thomas Morę, mający go wprowadzić na dwór królewski,

jest już w więzieniu; zamawiając u Holbeina ten obraz, Dinteville spodziewa się oczywiście, że przedstawi on jego rysy, lecz jeszcze bardziej jego sposób myślenia, jego pojmowanie świata i wynikającą z nich regułę życia. Holbein namaluje coś

więcej niż określoną osobę — przedstawi kryzys wiedzy. Znakomicie ukażc zaufanie

Dinteville’a do liczb i muzyki, ale lutni brakuje jednej z dziesięciu strun, co unie­ możliwia wszelką muzyczną harmonię myśli i świata. Trzeba ustanowić odpowiedniki na nowo, gdyż idealne wizje człowieka i ziemi przestały być zbieżne z odkryciami

badaczy ludzkiego ciała (Vcsalius) i świata (Magellan)29.

Narzędzia naukowe wypełniające obraz zastępują tradycyjne postaci świętych i bohaterów klasycznej mitologii, a ich obecność otwiera drogę do nowoczesności.

20 Jean Roudaut, Les dents de Berenice, Essais sur la representation et 1'ei'ocation des bibliothiąues, Dcyrolle, Paris 1996, s. 50-51.

11 II111 III 11.111

Biblioteki utracone Borges, przywołując w Dalszych dociekaniach zniszczenie wszystkich bibliotek z rozkazu cesarza Szy Huang-ti (II wiek p.n.e.), założyciela dynastii Qin, tego samego, który kazał również zbudować chiński mur, widzi w tych dwóch wydarzeniach rodzaj zwierciadlanego odbicia: „Być może palenie bibliotek i budowa muru to czyny, które w tajemniczy sposób się znoszą”1 — istotnie, oba przedsięwzięcia zdradzają bezgraniczną, wręcz nieskończoną pychę, odwołują się bowiem do fascynacji, która prawdopodobnie tkwi również u podstaw mitu o zburzeniu Biblioteki Aleksandryjskiej: według Eutychiosa potrzeba było pół roku, by spalić zwoje na polecenie emira Amr ibn al-Asa, działającego z rozkazu kalifa Omara (w 642 roku), lecz zniszczenie książek oznaczało także kres nieznającego granic marzenia o hegemonii, którego podstawą miała być wiedza. Aleksandria zatrudniała licznych uczonych potrafiących przełożyć na grecki najrozmaitsze teksty. Tak pisze Luciano Canfora: O przetłumaczeniu tekstów irańskich, przypisywanych Za ratusze rze - ponad dwa

miliony wersów — pamiętano jeszcze wieki później jako nadzwyczajnym przed­ sięwzięciu. Za życia Kallimacha, tworzącego katalogi greckich autorów, ułożone według poszczególnych działów, Hermippos, jego uczeń, zapragnął mu dorównać,

a może nawet w głębi serca żywił ambicję, by go prześcignąć i sporządzić spisy treści

1 Jorge Luis Borges, Dalsze dociekania, przcl. A. Sobol-Jurczykowski, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 10.

|7

owych milionów wersów, w porównaniu z którymi kilkadziesiąt tysięcy heksametrów Iliady i Odysei przypomina małe brewiarze. Ci uczeni byli jedynymi, których

udziałem - w pewnym okresie dziejów biblioteki - była olśniewająca wizja, mająca

później stać się marzeniem najrozmaitszych pisarzy, autorów książek powstających na całym święcie2.

Nie przeszkodziło co z pewnością temu, by niszczenie bibliotek stało się prawdziwą pasją, równą tej, która przyświecała ich zakładaniu: babiloński król Nabopolassar w VII wieku p.n.e. każę spalić wszystkie teksty opo­ wiadające historie jego poprzedników; w VI wieku p.n.e. Antioch poleca zburzyć bibliotekę w Jerozolimie; w roku 411 p.n.e. spalono w Atenach dzieła Protagorasa; w 213 p.n.e. chiński władca Szy Huang-ti każę rzucić w ogień wszystkie książki bez wyjątku. Scylla usuwa sybillińskie księgi, August skazuje na wygnanie dzieła Corneliusa Gallusa i Owidiusza, Kaligula poleca zniszczyć księgi Homera, Wergiliusza i Liwiusza, lecz ten rozkaz nie został wykonany. W roku 303 Dioklecjan skazuje na spalenie książki chrześcijańskie, w VI wieku Grzegorz Wielki wydaje taki wyrok na dzieła autorów pogańskich; Olaf, król Szwecji, w XI wieku każę spalić książki pisane pismem runicznym, aby zastąpić je tymi w alfabecie łacińskim; cesarz Maksymilian w roku 1501 skazuje na zniszczenie teksty hebrajskie, z wyjątkiem Biblii; w Hiszpanii w 1508 kardynał Jimenes eliminuje 5000 książek w języku arabskim; katolicka królowa Anglii, Maria Tudor, żąda, by uległy zniszczeniu książki protestanckie; Klemens VIII w 1593 skazuje na niezwłoczne spalenie na stosie nulla interposita mora, księgi żydowskie, a szczególnie Talmud. Kiedy Goethe patrzył we Frankfurcie na stos płoną­ cych książek, stwierdził: „Widzieć, jak karze się nieożywiony przedmiot, jest czymś doprawdy straszliwym”. Gdy Luciano Canfora ustalił, że legenda o zniszczeniu biblioteki w Alek­ sandrii w czasie „wojny aleksandryjskiej” Juliusza Cezara nie odpowiada

• Luciano Canfora. La biblioteca scomparsa, Sellcrio, Palermo 1995. s. 32.

18

prawdzie, skoro Strabon mógł w niej jeszcze pracować podczas swego pobytu w Egipcie, między rokiem 25 a 20 p.n.e., uznał, że odpowiedzialny za to dramatyczne wydarzenie był konflikt pomiędzy Aurełianem a Zenobią (250—257 n.e.)> kiedy poszła z dymem dzielnica Bruchion. Dodaje jednak: Widziana jako całość, historia starożytnych bibliotek jawi się niczym niekończący

się ciąg zakładania, niszczenia, odbudowywania i katastrof, jak gdyby istniało

zgubne przyciąganie między książką i ogniem. Niewidzialna nić zdaje się łączyć wszystkie wysiłki, jakie podejmowała hellcńsko-rzymska cywilizacja, aby ocalić

swoje książki — wysiłki liczne, lecz na długą metę daremne. Wszystko zaczyna się wraz z Aleksandrią. Kolejne biblioteki powtórzą jedynie to, co się tam wydarzyło.

Zniszczenia, grabieże, pożary unicestwiają nieodwracalnie te wielkie księgozbiory. Wyjątek stanowią biblioteki w Bizancjum. To, co przetrwało do naszych czasów,

nie pochodzi więc ze skarbców wielkich ośrodków miejskich (te były najbardziej

narażone), ale raczej z peryferii. Nasze manuskrypty są ostatecznie dziećmi - albo raczej prawnukami — książek należących do osób prywatnych3.

Również w XX wieku Marinetti w pierwszym Manifeściefuturystycznym (1909) proponuje zburzenie i podpalenie publicznych bibliotek. 10 maja 1933 roku w Berlinie naziści palą literaturę dekadencką, ponad dwadzieścia tysięcy tomów, a minister propagandy Paul Joseph Goebbels w obecności stu tysięcy osób oświadcza: „Dziś wieczorem dokonaliście wielkiego czynu, rzucając w ogień te obrzydlistwa z przeszłości”. W pewnej mierze dokonuje się tu coś, co było życzeniem Louisa-Sebastiena Merciera, który w swojej powieści LAn 2440 (1771) marzył, by móc spalić na stosie książki „frywolne albo bezużyteczne, albo niebezpieczne”, skoro książki „to na ogół nic innego, jak nieustanne powtarzanie tego samego”: Ułożyliśmy je w piramidę, przypominającą co do wysokości i grubości ogromną

wieżę — to była doprawdy' nowa wieża Babel. Gazety powiewały na tej dziwacznej budowli, otoczonej ze wszystkich stron listami pasterskimi biskupów, skargami

3 Tenże, II copista eonie autore, Scllcrio, Palermo 2002, s. 87-88.

19

parlamentów, mowami oskarżycielskimi i kazaniami wygłaszanymi na pogrzebach.

Składała się z pięciu lub sześciu tysięcy słowników, stu tysięcy dzieł prawniczych,

stu tysięcy poematów, miliona sześciuset tysięcy książek podróżniczych i miliarda powieści. Podpaliliśmy tę przerażającą masę niczym ofiarę pokutną, złożoną prawdzie, zdrowemu rozsądkowi, prawdziwemu gustowi. Płomienie pochłonęły bez reszty

głupstwa, jakie pisali ludzie, zarówno w starożytności, jak i w czasach nowożytnych4.

Mercier okazuje się więc o wiele bardziej surowy od księdza i balwierza, którzy w Don Kichocie wtargnęli do biblioteki „przemyślnego rycerza” z zamiarem jej zniszczenia, kiedy bowiem zaczynają przeglądać tytuły książek, ratują od płomieni, na które zamierzali je skazać, te, które uważają z najlepsze i najmniej niebezpieczne: „Poprosili [ksiądz i balwierz] siostrze­ nicę o klucze do pokoju, w którym były książki, przyczyna szkody, a ona chętnie im je dała. Weszli do środka wszyscy, a gosposia z nimi, i natrafili na sto wielkich ksiąg, bardzo pięknie oprawionych, i innych, mniejszych”5. Wbrew naleganiom siostrzenicy, która chciała natychmiast wszystkie je spalić, aby uwolnić się od czarów, jakich pełne są książki („Proszę otworzyć okno

i wyrzucić je na podwórko, i to na sam spód stosu, który zaraz ułożymy”6), ksiądz ratuje kilka z nich, na przykład Amadisa z Grecji i Tiranta Białego.

Polemika wymierzona przeciw książkom „bezużytecznym” jest stałym elementem tradycji literackiej w XVII wieku. Francesco Fulvio Frugoni w II tribunal della Critica nie waha się skazać na spalenie książek potę­ pionych przez krytykę: „Zadekretowano, by zostały spalone publicznie

jeszcze tego samego wieczoru te liczne książki, które zostały wcześniej potę­ pione, aby zrobić z nich ognisko, niczym z niepotrzebnych, powiązanych i poukładanych badyli” . Ze stosu zgromadzonych i podpalonych książek wychodzą gromady potworów zamieszkujących ich stronice: „Wyłaniały

4 Louis* Sćbastien Mercier, LAn 2440, reve s‘il en fut jamais, Ducros, Bordeaux 1971, s. 249—250. ■ Migucl dc Ccrvantcs, Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. prad W. Charchalis, Rcbis 2016. s. 135. 6 Tamże, s. 136.

Francesco Fulvio Frugoni, II tribunal della Crittca, Guanda. Parma 2001, s. 490.

50

się z tej ciemnej chmury sowy, papugi, nietoperze, białozory, kruki, wrony, puszczyki i inne złowieszcze ptactwo, będące żywymi hieroglifami autorów, którzy napisali te martwe dzieła”8. Heinrich Heine twierdził, że tam, gdzie pali się książki, „dojdzie w końcu do palenia ludzi” (Almanzor) - i rzeczywiście, również konkretne osoby skazane zostały na śmierć z powodu swojego pisarstwa: Hermogencs z Tarsu, na podstawie świadectwa Swetoniusza (Żywot Domicjana), Cecco d’Ascoli (15 września 1327); Ray Bradbury przewidzi w niedalekiej przyszłości potępienie w imię porządku wszystkich tekstów przez ślepą władzę: w 451° Fahrenheita strażacy-podpalacze palą książki, aby stosować prawo, i oto pojawia się odpowiedź człowieka książki, zdolnego zapamiętać - a zatem i przekazać potomnym — tekst, ocalając go tym samym przed unicestwie­ niem: „Chciałbym panu przedstawić Jonathana Swifta, autora tej złośliwej książki politycznej pt. Podróże Gidiwera\ A ten kolega to Karol Darwin, ten to Schopenhauer, a tamten jest Einsteinem, a ten tu obok mnie to pan Albert Schweitzer, naprawdę bardzo miły filozof. My jesteśmy wszystkimi, Montaigne’em, Arystofanesem i Mahatmą Gandhim, i Buddą, Konfucju­ szem, Thomasem Love Peacockiem, Thomasem Jeffersonem i Lincolnem do wyboru. Jesteśmy również Mateuszem, Markiem, Łukaszem i Janem”9. Taki rodzaj organizacji mającej uratować książki zapowiada w szczególny sposób internet: „Każdy człowiek miał książkę, którą chciał pamiętać i istotnie pamiętał. Potem, po mniej więcej dwudziestu latach, spotykając się w naszych wędrówkach, stworzyliśmy luźną siatkę i opracowaliśmy

plan”10*. Osobowość poszczególnych jej członków się nie liczy: „Nie jesteśmy niczym innym, jak obwolutami książek”11. Wszelkie niszczenie książek zakłada wolę narzucenia jednej prawdy na

mocy ustanawiania historii na nowo, a to z kolei zakłada unicestwienie

8 Tamże, s. 543.

9 Ray Bradbury, 451' Fahrenheita, przcł. A. Kaśka, Czytelnik, Warszawa 1960, s. 166. 10 Tamże, s. 168. " Tamże.

51

jej dotychczasowej wersji; jeszcze w 1992 roku, kiedy Serbowie zamierzali wyeliminować wieloetniczny charakter Sarajewa, zabrali się za bibliotekę będącą zbiorem tekstów i rękopisów w językach hebrajskim, greckim, łacińskim i arabskim. Amelie Nothomb napisała sztukę teatralną przed­ stawiającą dramat kogoś, kto musi poświęcić swoje książki, aby przetrwać surową zimę w Sarajewie: Les combustibles (1995). Również teksty stanowiące podstawę wielkich religii wywodzą się z chęci ukrycia albo wymazania wcześniejszej tradycji, czasami mitycznej księgi założycielskiej, która od czasu do czasu daje o sobie znać. Niemiecki erudyta Hilscher, autor De reliquis Adami protoplast! epistoła z 171 1 roku, utrzymuje, że Adam, wypędzony z ziemskiego raju, miał się schronić w bibliotece zawierającej książki napisane przez niego samego, a także przez Boga i aniołów, byłaby to zatem biblioteka poprzedzająca stworzenie człowieka (na początku była Księga), a następnie zniszczona na skutek powszechnego potopu. Gerard Haddad, który w swoim fascynującym eseju Les biblioclastes poru­ sza temat niszczenia książek, zaplanowanego przez ich autorów, wychodzi właśnie od założenia, że „wszelka religia, a szczególnie religie monoteistyczne, opiera się na unicestwieniu własnego najświętszego tekstu”12. W takiej perspektywie obrazoburczy impuls jawi się jako „materializacja Freudowskiego symbolicznego Ojca, «kanibalistycznie» pożeranego w procesie identyfikacji pierwotnej”; Haddad twierdzi, że „zniszczyć Księgę [...] oznacza odrzucić dziecko-które-przyjdzie-na-świat, zrezygnować z obowiązku stania się ojcem, co zakłada uznanie własnej śmiertelności [...]. Autodafe w zawoalowanej i skrajnej formie symbolizuje nienawiść i odrzucenie Ojca”13. Zniszczenie książki jednak może mieć jeszcze inny sens - może być pharmacon\ w kulturze islamskiej połyka się w celach leczniczych liście pokryte wersetami Koranu, zanurzone w wodzie.

Gerard Haddad, Les biblioclastes. Le Messie et lauto da fe, Grassct, Paris 1990, s. 16.

' ’ Tamże, s. 15.

W przedmowie do Objaśniania marzeń sennych Freud pisze: „okazało się bowiem, że jako reakcja na śmierć mego ojca [...] stanowi ona [Obja­ śnianie] część mojej autoanalizy”14, a Haddad komentuje: „Książka wyłania się ze śmierci ojca niczym prawdziwy kamień nagrobny”. I powracając do wcześniejszych rozważań, kontynuuje: Akr pisania wynika z tej samej funkcji etre-pere [...]. Napisanie książki jest jedyną ciążą daną mężczyźnie. A także symulakrum kobiecości. Wielkość aktu pisania bierze

się z konfrontacji ze śmiercią, kastracją, doświadczeniem utraty podmiotowości, jakie zakłada. Jako podmiot, piszę jedynie w miejscu i czasie, gdzie włada już moja śmierć15.

Legenda głosi, że Wergiliusza ogarnęło pragnienie zniszczenia Eneidy, Hermann Broch zaś sam przeżyje podobny dramat i przedstawi go w Śmierci Wergilego. Kiedy zabiera się do pisania tego dzieła, pozostało mu tylko osiem­ naście godzin życia po tym, jak austriaccy naziści skazali go na śmierć; szkicuje tekst godzinami, we frenetycznym zapale przeplatanym chęcią zniszczenia utworu, kiedy jednak uniknie śmierci, będzie potrzebował dziesięciu lat, by ukończyć powieść, tak dramatycznie poczętą. Czując, że umiera, Wergiliusz wyznaje „chęć zniszczenia Eneidy j a na zarzuty Augusta odpowiada, iż jego dzieło pozostało nieukończone, „i nikt nie chce mi wierzyć, gdy to mówię”. Temu, kto zauważa, że za dużo od siebie wymaga, mówi z niepokojem, że w swoim nieukończonym dziele widzi jedną wielką porażkę własnego życia, życia, które pozostaje niedokonane: „Nie osiągnąłem swego celu”. Z drugiej strony powrót do pracy nad książką oznaczałby w istocie napisanie do niej komentarza. Po uwadze Augusta, czyniącego z decyzji zniszczenia Eneidy kwestię osobistą {„Eneidę chcesz zniszczyć jedynie po to, żebyś nie musiał mi jej dedykować”), dwaj niewolnicy wynoszą kufer zawierający rękopis i na pytanie zatroskanego Wergiliusza: „Gdzie... gdzie jest kufer?”, odpo­ wiadają: „U Augusta, Wergiliuszu, w dobrych rękach”16. H Sigm u ud Freud, Objaśnianie marzeń sennych, przeł. R. Reszke, KR, Warszawa 1996, s. 10. ‘'Tamże, s. 152-153. 16 Hermann Broch, Śmierć Wergilego, przeł. M. Kurccka. W. Wirpsza, Czytelnik, Warszawa 1963. cytaty

kolejno na stronach: 557, 454, 558, 624.

Pierwsza książka braci Goncourt, En 18...y opublikowana w dniu

zamachu stanu dokonanego przez Ludwika Napoleona Bonapartego, sprzedała się w sześćdziesięciu egzemplarzach, reszta, tysiąc egzempla­ rzy, zostanie spalona trzy lata później. Bracia Goncourt, którzy udali się następnie do Włoch w poszukiwaniu inspiracji, robią notatki i ogłaszają kilka fragmentów na łamach czasopisma „EArtiste”; wywołały one jednak skandal, Goncourtowie postanawiają więc spalić resztę „jako rzecz zbyt liryczną i dziwaczną”. W dzień swojej śmierci Mallarme zwraca się na piśmie do żony i córki

(„Zalecenia dotyczące moich papierów”), wyrażając pragnienie, by spaliły jego teksty: Straszliwy atak duszności, jakiego doznałem niedawno, mógłby się powtórzyć w ciągu nocy i mnie zabić. Nie zdziwcie się więc, że troszczę się o ten liczący sobie

pól wieku stos notatek, który w końcu będzie tylko zawadzać, skoro żadna z tych

kartek nie może się na nic przydać. Nikt inny oprócz mnie nie zdołałby wykorzy­ stać tego, co zawierają... Zrobiłbym to, gdyby brakujące mi ostatnie lata mnie nie zdradziły. Spalcie zatem wszystko; nie istnieje literacki spadek, drogie dzieci [...], ale wiedzcie, że miała to być rzecz piękna17.

Autodafe nie doszło do skutku, chociaż Mallarme ufał członkom rodziny („jedyni na tym świecie zdolni uszanować całą szczerą egzystencję artysty”), w przeciwnym razie bowiem utracilibyśmy Igitur, szkice do Tombeau dAnatole (przedwcześnie zmarłego syna) i notatki do Le Livrey „czyli kompletne

dossier ojcostwa Mallarmego” (Haddad). Księga, do której dysponujemy jedynie notatkami, żałoba po niemożliwej książce, stanowić miała osta­ teczny rezultat poszukiwań Mallarmego: „Zawsze marzyłem o czymś innym i zmierzałem do tego, z cierpliwością alchemika, gotów poświęcić całą próżność i całą satysfakcję”18. Chociaż był przekonany, że nic zdoła urzeczywistnić swojego marzenia, pragnął przynajmniej zostawić o nim

1 Cyt. za: Hcnri Mondor, Vie de Mallarme, Gallimard, Paris 1941, s. 801.

” Stćphanc Mallarme, Autobiografia, s. 24.

51

świadectwo: „Może udałoby mi się nie ryle stworzyć to dzieło w całości (kimże trzeba by być, by tak się stało!), ile pokazać jego urzeczywistniony fragment”19. Tą drogą, wyznaczoną na szczęście przez teksty ocalone od zniszczenia, podążą później Pan Valery’ego oraz Niejaki Piórko Henriego Michaux. Sam Mallanne wszak twierdził: „Księga stanowi zresztą nasze idealne nasienie”. Przed śmiercią również Kafka prosi Maxa Broda i Dorę Diamant, by spalili jego niewydane utwory; Bród postanawia nie uszanować ostatniej woli przyjaciela, dzięki czemu najważniejsza część jego twórczości zdołała

przetrwać; Dora Diamant natomiast wykonuje polecenie, pozbawiając nas ostatniej części Dzienników. Począwszy od 1923 roku - i przez kolejne

cztery lata - Aragon pisze monumentalny tekst, liczący sobie 1500 stron, Defence de Pinfini, aby go następnie zniszczyć: „Zimny Madryt końca jesieni 1927, gdzie wyrzekając się owych czterech lat własnego życia, spaliłem na podłodze hotelowego pokoju [...] napisanych wówczas tysiąc pięćset stron i sto postaci wydanych na świat [...]. Co miało zademon­ strować takie autodafe i komu? To moja sprawa, to była moja sprawa”20.

Raz jeszcze wola zniszczenia książki przedstawia się jako chęć odrzucenia

pośmiertnego ojcostwa: w ocalałym fragmencie Infini Aragon pisze: „Spo­ śród domniemanych win ojcostwo — to musi być wielki ciężar w obliczu

sprawiedliwości”. Milan Kundera podaje jednak w wątpliwość prawomocność niewy­ konania testamentowych dyspozycji autora ze względu na wartość dzieła. W Zdradzonych testamentach (1993) twierdzi, właśnie w odniesieniu do

Kafki, że Max Bród nie powinien był zlekceważyć woli przyjaciela: Nie wierzę, by prosząc Broda o zniszczenie listów, Kafka obawiał się ich publika­ cji. Taka myśl nie mogła przyjść mu do głowy. Wydawcy nie interesowali się jego powieściami, jak zatem mogli zainteresować się jego listami? [...]. A jednak Bród

” Tamże.

10 Cyt. za: Gerard Haddad, Les bibliocListes, s. 223.

opublikował te listy [...], nawet ten długi, bolesny list znaleziony w szufladzie, list,

którego Kafka nigdy nie zdecydował się wysłać do ojca i który, dzięki Brodowi,

przeczytać mógł każdy z wyjątkiem adresata. Dla niedyskrecji Broda nie ma w moim odczuciu żadnego usprawiedliwienia. Zdradził przyjaciela21.

Podobny zarzut kieruje Kundera do wydawców twórczości Kafki, któ­ rzy z powodu żywionego przez siebie absolutnego uwielbienia zdradzili estetyczną wolę autora: Albowiem estetyczna wola ujawnia się zarówno w tym, co autor napisał, jak i w tym, co usunął. Usunięcie paragrafu wymaga od niego jeszcze większego talentu, kultury,

twórczej siły niż jego napisanie. Opublikowanie tego, co autor usunął, jest zatem

tym samym aktem gwałtu, co ocenzurowanie tego, co postanowił zachować22.

Decyzja podjęta przez Broda wydaje się Kunderze szczególnie groźna, ponieważ zapoczątkowała pewien wzorzec, który w ostateczności legitymizuje zdradę woli autora: „I tak Bród stworzył wzorowy przykład nieposłuszeństwa wobec zmarłych przyjaciół: jurysprudencję dla tych, którzy chcą przeskoczyć przez ostatnią wolę autora bądź ujawnić jego najintymniejsze tajemnice”23. Oczywiście, Kundera dostrzega dramatyzm i problematyczność takiego wyboru, dlatego ucieka się do przykładu „umiarkowania”, zaczerpniętego z Don Kichota, który w istocie stanowi argument na rzecz jego tezy: Don Kichot przebywa z Sanczo w górach, gdzie poznajc historię Chryzostoma,

młodego poety, który zakochał się w pasterce. Chcąc być blisko niej, sam zostaje

pasterzem; ona wszakże go nie kocha i Chryzostom kładzie kres swemu życiu. Don Kichot postanawia uczestniczyć w pogrzebie. Ceremonii przewodzi Ambroży,

przyjaciel poety. Obok martwego i pokrytego kwiatami ciała leżą zeszyty i kartki z poezją. Ambroży wyjaśnia zgromadzonym, że Chryzostom prosił o ich spale­

nie. I wtedy zabiera głos pan Valdo, ciekawski przechodzień, który dołączył do

■' Milan Kundera, Zdradzone testamenty, przel. M. Bicńczyk. PIW, Warszawa 1996, s. 237.

22 Tamże, $. 242. Tamże. $. 248.

56 ***

żałobników: podważa on stwierdzenie, że palenic poezji spełnia prawdziwie wolę

zmarłego, wola bowiem powinna być rozumna, a ta rozumną nic jest. Byłoby zatem

lepiej podarować jego poezję innym, aby mogła sprawić im przyjemność, dać im mądrość, doświadczenie. 1, nie czekając na odpowiedź Ambrożego, pochyla się i chwyta kilka najbliższych kartek. Ambroży rzecze mu: „Przez grzeczność zezwalam,

abyście zatrzymali, panie, te, które już zabraliście, lecz na próżno prosicie, abym zaniechał spalenia reszty”24.

Alberto Manguel proponuje z kolei inne sugestywne wyjas'nienie żądania

Kafki: Istnieje być może i inne wyjaśnienie. Kafka uświadomił sobie, że dla czytelnika

każdy tekst musi pozostać nieskończony (albo porzucony, jak sugerował Paul Valery). Tekst może zostać przeczytany w gruncie rzeczy tylko dlatego, że jest nie­

skończony, pozostawia więc czytelnikowi coś do roboty. Chciał, by jego twórczość zyskała taką nieśmiertelność, jaką pokolenia czytelników zapewniły księgom spa­

lonym w Bibliotece Aleksandryjskiej, osiemdziesięciu trzem zaginionym sztukom Ajschylosa, zaginionym dziełom Liwiusza, pierwszemu szkicowi Rewolucjifrancuskiej Carlyle a, który służąca przyjaciela przez nieuwagę wrzuciła do kominka, drugiemu

tomowi Martwych dusz Gogola, skazanemu na spalenie przez fanatycznego popa2S.

Ogień jawi się jako największe zagrożenie zarówno dla rękopisów, jak i dla bibliotek, i rzeczywiście występuje stale w literaturze, pełni jednak podwójną funkcję: stanowi, jak widzieliśmy, próbę odebrania innym czegoś, co „do nas należy”, a zatem staje się paradoksalnym narzędziem ochrony, albo - i tak dzieje się najczęściej - jest rezultatem niszczycielskiej, wandalskiej woli, lub też niczym innym niż skutkiem nieszczęśliwego wypadku. To właśnie przydarzyło się słynnej bibliotece Theodora Mommsena, o której opowiada Oliviero Diliberto w swoim krótkim eseju La biblioteca stregata (1999); śledzi w nim zadziwiające losy pewnych dzieł,

24 Tamże, s. 248-249. 25 Alberto Manguel, dz. cyt., s. 139.

57

które niegdyś należały do Mommsenowskich zbiorów i miały przetrwać trzy pożary biblioteki, prawdopodobnie spowodowane przez zaniedbania jej właściciela. W tej wzorcowej historii ogień z niszczycielskim zapamiętaniem zdaje się prześladować tego, kto z równym mu uporem stara się za każdym razem odtworzyć bibliotekę. Moglibyśmy pomyśleć, że książka w jakiś sposób przyciąga ogień, niczym swojego wspólnika w rodzaju cupio dissolvi. Zniszczenie może też być naturalnie skutkiem niedbałości i indywidu­ alnego dziwactwa. To ostatnie stało się udziałem takiego intelektualisty, jak Joseph Joubert, który - według Chateaubrianda - miał szczególny zwyczaj czytania: „Kiedy czytał, wyrywał ze swoich książek strony, które mu się nie podobały, miał więc bibliotekę na swój wyłączny użytek, złożoną z książek uszkodzonych, mieszczących się w zbyt obszernych okładkach”26. Innymi razy natomiast to przypadkowe spotkanie wydawcy i autora, pisarza i zaufanego przyjaciela lub interwencja spadkobierców unicestwiają — czę­ ściowo lub w całości - literacki dorobek; Manguel przywołuje współpracę Eliota i Ezry Pounda w redagowaniu Ziemijałowej. Pod wpływem sugestii Pounda wyeliminowane zostaną wersy, które bez tej interwencji weszłyby prawdopodobnie w skład dzieła, które Eliot wysłał do wydawcy; za jeszcze bardziej przypadkowy można uznać finał poematu Chan Kubiłaj Coleridge’a: pisanie przerywa poecie nadejście „osoby przybyłej z Porlock w inte­ resach”, co odwraca uwagę autora i sprawia, że zapomina on zakończenia utworu, które miał już w głowie - w takim wypadku jednak strat nie da się oszacować.

Cyt. za: tenże, Dans la foret du miroir, Actcs Sud. Arles 2003, s. 33.

Rozgłos, jaki zyskało zniszczenie Biblioteki Aleksandryjskiej — co, być może, w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyło, lecz naznaczyło nieprzemijalną żałobą naszą wyobraźnię - wskazuje na centralną rolę książki w definiowaniu tożsamości kulturowej, i to nie tylko z powodu zawartej w niej sumy wiedzy, lecz także wielości skupionych w niej znaczeń, szczególnie gdy trafia ona do biblioteki, takich jak wyższość (jako wyobrażenie samego siebie w roli posiadacza), władza (Kościół urządza scriptoria, monarchia przyznaje przy­ wileje, uniwersytet nadaje rozprawom imprimatur)^ bogactwo, przyjemność (można się odizolować, zaspokajać własną ciekawość, wkroczyć w świat transgresji), uwodzenie (można przeżyć zaskakujące spotkanie: Julian Sorel spotyka tam Matyldę, która przyszła po książkę) etc. Począwszy od najdawniejszych czasów, biblioteka stanowi interpretację idei depensepotlatch, o której mówi Bataille, owego pozornie bezużytecznego wydatku, wokół którego obraca się znaczna część aktywności ludzi, choćby przyszło im za to zapłacić życiem; to zresztą przypadek świętej Wiborady, opiekunki bibliofilów, która żyła w klasztorze Sankt Gallen, gdzie trosz­ czyła się o bibliotekę i tkała cenne materiały mające posłużyć do oprawy rękopisów; z jednej strony - w przewidywaniu inwazji Węgrów — zaleca ona w 925 roku, by umieścić wszystkie książki w ufortyfikowanym miej­ scu, z drugiej zaś odmawia opuszczenia swojej celi, gdzie zostanie zabita. Na początku epoki chrześcijaństwa Strabon uczynił z nauki Arystotelesa podstawę pojęcia biblioteki - jego zdaniem filozof miał być pierwszym,

60 **

który założył księgozbiór i „nauczył króla Egiptu, jak urządzić bibliotekę”. Plan Ptolemeusza I polegał na zgromadzeniu wszystkich dzieł, jakie ukazały się na całym świecie, Ptolemeusz II zaś miał jakoby pisać listy do wszystkich królów na ziemi, prosząc ich, by przysyłali mu książki poetów, retorów, sofistów, lekarzy i historyków. W Petersbergu, w pobliżu Fuldy, Raban Maur marzy o społeczeństwie chrześcijańskim, którego fundamentem nie byłby świat dostępny zmysłom, lecz nauka zawarta w książkach, wiedza, którą dysponują auctoritates, ta zamknięta w De universo, pierwszej średniowiecznej encyklopedii, napi­ sanej pomiędzy rokiem 842 a 847. Raban Maur usiłuje połączyć pedago­ giczną tradycję, inspirowaną De doctrina Christiana świętego Augustyna, z marzeniem o politycznej i kulturowej hegemonii karolińskiego renesansu, głoszonej przez Alkuina. Trzeba będzie poczekać aż do XIII wieku, aby cały korpus dzieł Arystotelesa podbił Paryż i umieścił uniwersytet w centrum „niewidzialnego cesarstwa”, imperium wiedzy chrześcijańskiej, dla którego łacina stanowiła język wspólny, gdzie edukacja była jednorodna, treść wie­ dzy — identyczna, propagowana przez wykładowców i studentów, którzy wędrują do Oksfordu, Kolonii, Rzymu etc. Począwszy od średniowiecza, dwory europejskie walczą o supremację również za sprawą zakładania bibliotek, coraz bogatszych w rzadkie lub wspaniale iluminowane manuskrypty. Pod koniec panowania Karola V, króla Francji (1364—1380), królewska biblioteka, licząca ponad tysiąc tomów, czyli dwie trzecie tego, co posiadała Sorbona, powierzona zostaje „straży biblioteki króla” i można z niej korzystać również w nocy: „Umieszczono tam trzydzieści małych lichtarzy i srebrną lampę zapalaną co noc, aby można było pracować o każdej porze”. W 1409 roku książę Orleanu przenosi do zamku w Blois bibliotekę ojca, zamordowanego dwa lata wcześniej; rozpoczynając od mniej więcej dwustu rękopisów, syn, Ludwik XII, stworzy - na wzór najważniej­ szych ówczesnych zbiorów papiestwa i monarchii angielskiej - La Librairie Royale de Blois. Połączona w 1544 z Bibliotheque Royale de Fontainebleau, zostanie następnie przeniesiona wraz z tą ostatnią do Paryża pod koniec XVI wieku, wzbogacona już — dzięki encyklopedycznym zainteresowaniom

** 61

Franciszka I - o niezliczone skarby włoskich wydawców, nie tylko w postaci rękopisów, lecz także pierwszych książek drukowanych, skonfiskowanych przede wszystkim w Pawii i w Neapolu, w wyniku wojen i najrozmaitszych procesów spadkowych. Nadzwyczajnej namiętności do książek sprzyja intelek­ tualny klimat humanizmu; Petrarca, Coluccio Salutati, Poggio Bracciolini (ten ostatni był sekretarzem papieża Mikołaja V) są w dużej mierze odpowiedzialni za elitarny charakter tych zbiorów, za wyróżniający je profil bibliofilski, za wspaniałość opraw i okuć, urodę ilustracji angielskich tekstów, flamandzkich zdobień Louisa de Bruges, wyrafinowanie paryskich edycji Antoinea Verarda. Tę niezwykłą epokę stopniowo zastępuje upowszechnianie się książki-towaru, choćby we wspaniałych edycjach drukowanych: Manucjusza, Plantina, Elzeviera; trafiają one wkrótce do królewskich bibliotek, wystę­ pują w najbardziej prestiżowych zbiorach, na przykład królów aragońskich w Neapolu, i począwszy od czasów Franciszka I, stają się bardziej popularne od rękopisów, również w roli królewskiego daru. Jeśli tradycja rękopiśmienna uprzywilejowała książkę-świat, książkę-chleb (przynajmniej ten duchowy) albo książkę-zwierciadło, to pojawienie się książki drukowanej niesie ze sobą jej stopniową desakralizację. Rabelais jako jeden z pierwszych traktuje ją z dystansem i wypowiada się ironicznie na temat jej tajemnego prestiżu. Tak pisze Didier Barriere: Kroniki Gargantui i Pantagrnela mogą posłużyć jako środek przeciwko bólowi

zębów, książka do picia zachwyca Panurga, a listy doktrynalne papieży, przeciwnie, odnoszą negatywny skutek fizyczny (swędzenie, zatwardzenie, hemoroidy), ich

papier sprawia, że gnije wszystko, co weń zawinięte, albo brudzi bieliznę lub skórę. W Moyen deparuenir Beroalde’a de Berville’a (1610) prostacki urzędnik sądzi, że może zaszczepić Pismo Święte swojej żonie, uderzając ją „grubym Nowym Testa­

mentem oprawnym w drewno i żelazo”. Lutrin Boileau opiewa smakowitą epopeję

bitwy książek. Tom Quinaulta, którym celuje się w głowę, nie wywiera większego

skutku, ponieważ dziełu brakuje siły, podczas gdy książka z dziedziny prawa, jak siaty Infortiat, zbędna gmatwanina gotyckiego pisma, tkwi u źródeł zamieszania w obozie nieprzyjaciela (pieśń V). U Swifta atrament z mieszaniny żółci i siarczanu

62 **

żelaza jest bronią wystrzeliwaną przez machinę zwaną piórem; bogini Krytyka prze­

mienia się w wyschnięte in octauo. W Contedu Tonneau jedna z postaci czci niczym bóstwo pergamin, na którym został spisany testament ojca; służy jej jako szlafmyca, parasol, przykleja jego kawałek na chory duży palec, zdrapuje kilka gramów, by

leczyć swoje dolegliwości żołądkowe. W Tristramie Shttndym Sterne’a (1760-1768) doradza się Phutatoriusowi, któremu dopiero co wpadł gorący kasztan do bryczesów,

by owinął genitalia świeżo zadrukowaną kartką, pod warunkiem jednak, że nie ma tam mowy o czymś nieprzyzwoitym. Wszystkie te żarty w dobrym i złym guście,

rodzaj zmaterializowanych metafor, gdzie fizyczny aspekt książki utożsamia się z jej treścią, są, być może, przejawem złości, jaką budzi błahość książek. Aby zmusić je za

wszelką cenę do wyrażenia czegokolwiek, przemieniamy je w konkretne przedmioty. I to w XVIII wieku, epoce niepokojącego przyrostu masy zadrukowanego papieru, pojawiają się przedmioty udające książki, książki-bibeloty, służące jako puderniczki albo pojemniki na butelki. Smutna parodia magii pisma*.

Również biblioteki ponoszą konsekwencje takiego spadku prestiżu i stop­ niowo tracą charakterystyczną dla siebie sakralną aurę; regulamin Sorbony mówił o miejscu sacer et augustiis, Richelieu w testamencie, w którym powie­ rzył swoją bibliotekę College de la Sorbonne, stawiał precyzyjnie określone warunki: „Trzeba będzie koniecznie często sprzątać [...], zamiatać codziennie bibliotekę, książki zaś i mające je pomieścić szafy mają być suche”. Ale już Ryszard de Bury, kanclerz Anglii i bibliofil, w swoim dziele Philobiblion (1344) czuł się w obowiązku zalecać obchodzenie się z najwyższą troską i ostrożnością z książkami: Nasamprzód, co się tyczy otwierania i zamykania ksiąg, niech to z winnym czynią

szacunkiem [uczniowie]; nie rozrywać ich z nieopatrznym pośpiechem i po przeczy­ taniu nie zostawiać ich na miejscu, ale raczej umieszczać je tam, dokąd w dobrem

przynależą zamknięciu. Albowiem księga na większą zasługuje troskliwość niż

1 Didicr Barrićrc, Nodier Ihomnie du livre. Le role de l